Fanatyzm zabija, czyli 9 sposobów na piątą wygraną Kaczyńskiego

Fanatyzm to silna wiara w coś z wyłączeniem krytycznego myślenia. Z reguły ośmiesza i kompromituje to, co wciąga na sztandary. Ponieważ zaobserwowałem objawy fanatyzmu po stronie demokratycznej, z którą się w pełni identyfikuję i z którą wiążę nadzieje na przyszłość, pozwolę sobie przedstawić moją diagnozę. Skupi się ona wokół szkodliwych tez głoszonych przez fanatyków.

Ze względu na silną identyfikację fanatyków z ugrupowaniem, które popierają, będę przedstawiał ich jako jedną grupę. Mam oczywiście świadomość, że to, co mówią dzisiaj fanatycy z zewnątrz, nie jest przekazem formułowanym przez polityków odpowiedzialnych za sukces w wyborach. Ale wprowadzanie do tego tekstu dodatkowego stopnia komplikacji zaciemniłoby przekaz.

Wybaczcie zatem panie i panowie politycy, że wsadzam Was do jednego worka z Waszymi apologetami.

1. Ciężką pracą ich pokonamy

Ciężka praca jest wartością tylko w jednym przypadku – jeżeli jest dobrze zaplanowana. Jeżeli plan jest zły, to im ciężej pracujemy, tym dalej od celu jesteśmy. Jako przykład podaje się, że Bartosz Arłukowicz, że Elżbieta Łukacijewska, że Bartosz Romowicz… Będziemy wstawać o piątej rano i ruszać w teren a wygraną mamy w garści.

Zapominacie, drodzy Państwo, o jednym… Te osoby od wielu lat pracują w swoim terenie i angażują się na co dzień, nie od święta. Kopiowanie jednego tylko fragmentu działania może dać taki efekt, jak opisał Fredro w Małpie w kąpieli.

Trzy razy pomyśl, potem zrób, a wyda czyn owoce…

2. Wiele razy wygrywaliśmy wybory, nie potrzebujemy porad z zewnątrz, mamy swój sztab

Oczywiście, że wygrywaliście wybory. Wygrywaliście, kiedy rozmawialiście z ludźmi. To nie programami się wygrywa, ale budowaniem relacji opartej na wzajemnym szacunku i zaufaniu. Jeżeli politycy szanują wyborców, mogą zasłużyć na ich zaufanie. Chcielibyście głosować na kogoś, do kogo nie macie zaufania?

Świat się zmienia. Zmieniają się preferencje wyborcze, zmieniają się zachowania obywatelskie, zmieniają się metody komunikacji. Nic nie powtarza się dwa razy a historia może się co najwyżej rymować. Uczcie się, rozmawiajcie, poszukujcie.

Pycha kroczy przed upadkiem…

3. Musimy działać tak jak PiS, żeby go pokonać

Kopia nigdy nie będzie lepsza od oryginału. W najlepszym wypadku mogłaby ten oryginał dogonić. Nam przecież potrzebne jest zwycięstwo. Musimy zatem zaproponować lepszą strategię. Podstawowym elementem w wyborach jest również wiarygodność. Jeżeli ugrupowania odpowiedzialne zaczynają się ścigać z populistami na obietnice, stają się niewiarygodne.

Kłamać trzeba umieć. Obiecywać bez pokrycia trzeba umieć. Trzeba też umieć być odpowiedzialnym. Nie próbujcie wygrywać według reguł przeciwnika. Ustalcie własne i bądźcie w nich lepsi!

Wyrób czekoladopodobny znikł z rynku, kiedy tylko czekolada stała się powszechnie dostępna…

4. Musimy zbudować silny blok anty-PiS

Wyborów nie wygrywa się krytyką przeciwnika. W wyborach wygrywa ten, kto zdobędzie większe zaufanie wyborców. Krytyka może uzupełniać przekaz kampanii. Bez silnego programu pozytywnego kampania będzie jednak pusta.

Nawet jeżeli wyborcy zgodzą się z krytyką, to na koniec będą musieli zdecydować – czy wybierają tych, którzy tylko umieją krytykować, czy też tych, którzy działają. Możliwe, że popełniają błędy, ale przecież nie popełnia ich tylko ten, kto nic nie robi. Wybieramy ludzi do rządzenia, nie do komentowania w telewizji.

Krytyka tak, krytykanctwo nie…

5. Możemy ich pokonać tylko prezentując własny światopogląd, inaczej będziemy niewiarygodni

Światopogląd jest sprawą osobistą każdego człowieka. W większości przypadków światopogląd rządzących nie ma dla obywateli żadnego znaczenia. Co mnie obchodzi, czy minister budujący drogi jest za adopcją dzieci przez małżeństwa jednopłciowe? Ważne, żeby umiał budować drogi! Albo czy Marszałek Sejmu jest zwolennikiem klauzuli sumienia dla aptekarzy? Ma sprawnie kierować pracami Sejmu!

Oczywiście, politycy lubią posługiwać się światopoglądem, żeby nawiązać kontakt z wyborcami. Wiecie, może nie umiemy liczyć pieniędzy, ale zapewnimy Wam poczucie dumy, bo jedna z Was zostanie premierem. Albo… To prawda, że nie mamy żadnego doświadczenia w rządzeniu, ale będziemy walczyć o to, żebyście przestali być wykluczani ze społeczeństwa.

Politycy nie decydują, kogo społeczeństwo akceptuje a poczuciem dumy dzieci się nie nakarmi. Zanim zdecydujemy się poprzeć tego, czy innego kandydata lub ugrupowanie, pomyślmy, do czego ich potrzebujemy. Bo kogo innego zaprosimy na zakrapianą imprezę wyjazdową a kogo innego zatrudnimy do remontowania mieszkania. A światopogląd? Im mniej go w polityce, tym lepiej.

Jeden lubi pomarańcze, drugi jak mu nogi śmierdzą…

6. Idźmy w trzech blokach

Absurdalna koncepcja. Ośmieszyć ją można na bazie matematyki i ordynacji wyborczej albo na podstawie statystyki i historii. Każdy wyborca ma jeden głos i każdy głos jest równy innym głosom. Ale wynikiem wyborów nie jest liczba uzyskanych głosów a liczba uzyskanych mandatów. Co z tego, że w drugiej turze wyborów prezydenckich drugi kandydat dostał ponad 5 milionów głosów? Strategia zmaksymalizowania korzyści z uzyskanych głosów leży po stronie ugrupowań zabiegających o głosy, nie po stronie wyborców.

Te same ugrupowania z tą samą liczba głosów występując z jednej listy otrzymują znacznie więcej mandatów, niż występując oddzielnie. Jeżeli politycy nie umieją przewidzieć wyników swojego działania i zadbać o większe szanse na sukces, to jak można im powierzać rządzenie państwem? Czy w przypadku naszych spraw będą umieli zadbać dobrze o maksymalizację korzyści, skoro nie umieją zadbać o własny interes polityczny?

Na marginesie… dlaczego mielibyśmy iść w trzech blokach, a nie w dwóch czy w siedmiu? Z jakich dogłębnych analiz wyszła liczba 3?

Co więcej – w wyniku wyborów ma powstać jedna większość parlamentarna i jeden rząd. Jeżeli ugrupowania nie mogą się dogadać co do współpracy przed wyborami, to dlaczego miałoby im być łatwiej po wyborach? Bo zaświecą im się oczy na widok stołków i gabinetów? Czy takie porozumienie jest dla nas ważniejsze, niż uznanie wspólnych celów i kierunków działania?

Poruszamy się dynamicznie w wielu kierunkach, w tym do przodu…

7. To politycy decydują o programach i listach, my musimy ich popierać

Nic bardziej idiotycznego nie można wymyślić. Politycy mają realizować programy. Ale to wyborcy decydują kogo wybiorą i jakie programy poprą. Przed wyborami dobrze jest zatem, aby jedni z drugimi porozmawiali, poznali swoje preferencje, pomysły, oczekiwania… Wyborcy mogą powiedzieć politykom – chętnie będziemy na Was głosować, ale zależy nam, żebyście podjęli się tego czy innego projektu. Albo żebyście wystawili na listy tę osobę, bo mamy do niej zaufanie, a tamtej nie wystawiali, bo nas zawiodła nie raz.

To całkowicie naturalne i pożądane negocjacje, w wyniku których dochodzi do porozumienia i budowania zaufania. Można je porównać do okresu narzeczeństwa, kiedy dwie osoby się poznają i porozumiewają, zanim złożą sobie jakieś dalej idące deklaracje.

Małżeństwa aranżowane, z rozsądku, polegają na wykorzystaniu władzy. W świecie ludzi wolnych i równych relacje buduje się na doświadczeniu i komunikacji, nie na rozkazie z góry.

Swatko, swateńko, ach męża mi daj…

8. Nie wolno dyskutować ani krytykować, bo to osłabia naszych

Istotą demokracji nie jest dyktat większości, ale otwarta debata oraz mechanizmy zabezpieczające prawa mniejszości, a także wolność poglądów i wypowiedzi. Debata jest utrapieniem dyktatorów i zbawieniem demokracji. Im szersza i głębsza debata, tym lepsze rozwiązania na końcu.

Oczywiście, że trzeba oddzielić czas debatowania od czasu realizacji. Kiedy plan jest przyjęty, trzeba go realizować i ewentualnie poddawać drobnym korektom a nie co chwila wracać do podważania sensowności planu w ogóle. Narzucanie planu bez dyskusji to jednak zawsze droga donikąd. Nawet najwybitniejszy strateg i planista nie jest w stanie za każdym razem trafić w dziesiątkę. Dodatkowo siłą planów i projektów w polityce jest poparcie, jakim się cieszą, nie zaś to, jak blisko są ideału. W idealnym świecie oczywiście szykujemy doskonały plan a następnie zdobywamy dla niego powszechne poparcie.

Utopia? Być może. Można się jednak zbliżyć się do niej w szerokiej debacie. Debata odbyta we właściwym czasie wzmacnia, nie osłabia. Nie ma zaś lepszego czasu na debatę nad strategią wyborczą niż chwila przed rozpoczęciem kampanii wyborczej. Dzisiaj jest ten czas!

Chodzi o to, żeby te plusy nie przysłoniły Wam minusów…

9. Będziemy głosować na nich niezależnie od tego, co zrobią

To oczywiste, że każdy ma swoje preferencje wyborcze, sympatie i poglądy. Większość z nas nie zmienia ich pod wpływem kampanii. Przepływy elektoratu są zazwyczaj zjawiskiem długofalowym. Czy jednak możemy przyjąć, że kampania wyborcza jest niepotrzebna a rozmowa polityków z obywatelami to strata czasu? A może właśnie zdołamy przekonać kogoś do swoich racji? A może uda się poprawić program tak, aby uzyskał większe poparcie? A może unikniemy zagrożeń wizerunkowych, których sami byśmy nie dostrzegli?

Okres przed wyborami to czas negocjowania warunków współpracy. Damy Wam nasz głos, nasze zaufanie, a Wy w zamian za to zrobicie coś, na czym nam zależy. Czy zdarzyło się Wam uczestniczyć w negocjacjach, które zaczęły się od tego, że strony przedstawiły warunki graniczne? To o czym wtedy można by negocjować?

Każdy przystępuje do negocjacji z pewną strategią, stawia wygórowane żądania, zrywa rozmowy a potem wraca do stołu, ustępuje po trochu… Więcej osiąga ten, kto skuteczniej i mądrzej negocjuje. Rozpoczęcie od tego, że tak czy inaczej Was poprzemy i możecie na nas liczyć to tak, jak wystawienie czeku in blanco. Nie dajmy się zwodzić, że jesteśmy na coś skazani albo że nie wolno nam rozmawiać, pytać, krytykować a nawet podważać czy ostrzegać. To nasze prawo i nasz obywatelski obowiązek!

Miała być demokracja, a tu dwóch jest przeciw…

Morał…

Do tych, którzy doczytali do tego miejsca (a na pewno nie było łatwo) mam zatem prosty apel w formie morału. Nie ten, kto bezkrytycznie wyznaje, działa na ostateczny wynik, ale ten, co umie się skoncentrować na celu jednocześnie będąc otwartym na rozmowę i negocjacje. Przestańcie zatem fanatycznie deklarować poparcie w ciemno a zastanówcie się, jak pomóc wygrać.

Niewątpliwie zbliżające się wybory parlamentarne mogą przesądzić o sukcesie lub klęsce Polski na długie lata. Kto jednak twierdzi, że ma już pomysł, plan i strategię, które wystarczy zrealizować, aby osiągnąć sukces, po prostu kłamie. Nie ma żadnego dobrego pomysłu, nie ma żadnego planu, a skuteczna strategia może dopiero powstać. Są w Polsce miliony osób, które się troszczą o ten wynik. Czy jesteście gotowi powiedzieć im w twarz, że macie w nosie ich zaangażowanie i że nie są Wam w ogóle potrzebni, bo wygracie sami?

Jeżeli tak, to lepiej poddać się od razu. Będzie taniej, prościej i mniejszy wstyd…

Rating: 4.6/5. From 11 votes.
Please wait...

Facebook Comments