Stłuc termometr? Powinno pomóc…

Jest kilka sposobów radzenia sobie z podwyższoną temperaturą – można stłuc termometr, można zwalczać objawy, można leczyć przyczynę. Dokładnie tak samo jest z obniżonym poparciem wyborców. Można udawać, że to nieprawda. Można wykonać ruchy pozorne. Można dotrzeć do przyczyn i się z nimi zmierzyć.

Popierać, nie przeszkadzać

To koncepcja ogłoszona przez prezesa Kaczyńskiego, ale ochoczo podchwycona przez zwolenników opozycji. Nie narzekać, nie komentować, popierać, uśmiechać się, siedzieć cicho, a jak się już ma otworzyć usta to tylko z pieśnią pochwalną na ustach.

Być może takie podejście działa w środowiskach, w których wartością jest silna ręka, zaś przywódcą zostaje ten, kto umie innych zmusić do uległości. Czy to jest ten model, który opozycja demokratyczna chciałaby widzieć w swoich relacjach z elektoratem? Nie sądzę.

I jeszcze jedno. Jeżeli ktoś dzisiaj wierzy, że można ludzi uciszyć i ukryć ich obawy czy niepokoje, nie rozumie dzisiejszego świata. Telefonia komórkowa, internet oraz pluralizm w mediach to realia, z którymi nie można się dzisiaj nie liczyć.

Działania z tej grupy noszą znamiona zaklinania rzeczywistości, odwracają uwagę od istnienia problemu i odstraszają tych wyborców, którzy chociaż trochę świadomie słuchają publicznej debaty.

Zmienić lidera, złożyć obietnice, wyjść na ulice

Leki przeciwgorączkowe obniżają temperaturę. Nie zwalczają choroby, ale pozwalają żyć w czasie, kiedy organizm walczy z chorobą. Większość typowych infekcji organizm pokona tak czy inaczej, a dzięki obniżeniu temperatury chory może udawać, że wszystko jest w porządku. Są jednak choroby, których organizm sam nie pokona. Kiedyś ludzie umierali. Dzisiaj, dzięki nowoczesnej medycynie, można je wyleczyć. Czasem pomaga też efekt placebo. Organizm czuje, że podejmowane są jakieś działania lecznicze, i wzmacnia swoje mechanizmy obronne.

Pomysły prowadzenia nieprzemyślanych działań doraźnych nie prowadzą do celu. Mogą co najwyżej szkodzić mniej, niż tłuczenie termometru. Schować Grzegorza Schetynę, obiecać 1000+, wysłać wszystkich na ulice. To pomysły z gatunku złotych recept. Cudowny eliksir na wszystkie dolegliwości. „Pacaneum”…

Diagnoza przed leczeniem

Trener Kazimierz Górski na pytanie dziennikarza odpowiedział kiedyś: „Mnie się wydaje, że wygra drużyna, która strzeli więcej bramek”. Parafrazując… jestem przekonany, że wybory wygra to ugrupowanie, które uzyska więcej mandatów.

Jak uzyskać więcej mandatów? Są dwa etapy. Po pierwsze trzeba się dobrze przygotować i wystartować w sposób dający największe szanse na sukces. W tym przypadku chodzi o zawarcie odpowiednich koalicji, przygotowanie dobrego programu i zaproponowanie atrakcyjnych list wyborczych.

Drugi etap to przekonanie wyborców, żeby poszli do urn i zagłosowali na przedstawioną przez nas ofertę. Do tego służy kampania wyborcza, która jest elementem stałego procesu komunikacji między ugrupowaniem a obywatelami.

W czterech ostatnich wyborach siły prodemokratyczne (obecnie opozycja) przegrały. Nie jest moim zadaniem ani kompetencją szczegółowe analizowanie przyczyn tych przegranych. To powinni robić profesjonaliści z dużym doświadczeniem i przygotowaniem. Jedno jest pewne. Taką analizę trzeba przeprowadzić rzetelnie i wyciągnąć z niej wnioski. Ja przyczyn nie znam, ale znam efekty. Zbyt mało wyborców zaufało opozycji na tyle, żeby na nią zagłosować. Zatem kluczem jest zdobycie zaufania.

Zaufanie opiera się na wiarygodności. Buduje się je latami. Na szczęście można czasem w wiarygodny sposób zadeklarować zmianę kierunku. To jednak trzeba zrobić i jeszcze być w tym wiarygodnym. Wiem, że nie jest to proste. Wierzę jednak, że nowo powołany Sztab Wyborczy Koalicji Obywatelskiej i Samorządowców zrobi to skutecznie i rzetelnie. Zarówno skład jak i pierwsze deklaracje dają nadzieję. Pozostawałoby mi więc tylko trzymać kciuki, jednocześnie oferując wsparcie wszędzie, gdzie to możliwe.


Dlaczego więc o tym piszę? Bo od kilku tygodni nie mogę wyjść ze zdumienia. Otóż, jest pewna grupa osób, które z całą pewnością chciałyby, żeby siły prodemokratyczne wygrały najbliższe wybory, a Polska wróciła na ścieżkę praworządności. Te osoby nie przemyślały chyba do końca swoich działań. Za każdym razem, kiedy ktoś próbuje pomóc opozycji zgłaszając propozycje, ostrzegając, wskazując zagrożenia czy szanse, podnoszą te osoby lament, że opozycji nie można krytykować, że nie wolno im przeszkadzać, żeby się najlepiej nie odzywać a tylko wykonywać rozkazy.

Mam wrażenie, że to nie jest stanowisko Sztabu Wyborczego. Co gorsza, jest ono niezwykle szkodliwe dla opozycji. Bo o ile dyrektywa „popierać, nie przeszkadzać” może się sprawdzić po stronie autorytarnej, po stronie demokratycznej jest nie do przyjęcia. Wiarygodność i zaufanie. To podstawa, żeby zdobyć poparcie wyborców.

W ostatnich wyborach – europejskich – zwycięskie ugrupowanie uzyskało ponad 6,1 mln. głosów. W wyborach parlamentarnych zapewne frekwencja będzie większa i trudno się spodziewać wygranej bez uzyskania co najmniej 6,5 mln. głosów. Wyzwaniem jest zatem zdobycie zaufania sześciu i pół miliona wyborców. Osób, które wierzą w ideały wolności i demokracji, które cenią sobie otwartość i gotowość do dyskusji. Osób, które chcą widzieć różnicę i chcą wiedzieć, dlaczego wybierają tak a nie inaczej. Straszenie PiS-em po prostu już nie wystarczy.

Aha, jeszcze jedno… pomysły, żeby odpuścić Sejm a skoncentrować się na Senacie, spowodują tylko utratę zaufania. Jeżeli PiS jest taki zły, to trzeba go pokonać na każdym froncie. Jeżeli zaś ktoś nie wierzy w wygraną, to nie powinien przystępować do konkurencji. I tu wracamy do wiarygodności…

Ja zaś, jako wyborca, zrobię wszystko, żeby moi reprezentanci nie „zakiwali” się już na poziomie strategii i taktyki, przegrywając wszystko. Angażuję się, bo mi zależy. Bo nie chcę się jesienią obudzić z ręką w nocniku. Dlatego zamiast tłuc termometr, będę go uważnie obserwował i krzyczał głośno, kiedy słupek będzie spadał. Słupek wiarygodności i zaufania.

Rating: 5.0/5. From 3 votes.
Please wait...

Facebook Comments