Jam nie z soli ani z roli…

Nie jestem politykiem. Jestem obywatelem. Pojawiłem się w przestrzeni publicznej, bo nie chciałem się godzić na zło. W 2010 zacząłem walczyć o prawa dzieci i ojców. W 2015 zaangażowałem się w kilka inicjatyw. Najpierw sprzeciw wobec kultury gwałtu. Później popularyzację nauki i walkę z zabobonem. Na koniec, w listopadzie 2015 podjąłem walkę o demokrację. Demokrację, która wtedy właśnie zaczęła być gwałcona przez rządzących.

Hetman Stefan Czarniecki znalazł się w hymnie polskim być może niezasłużenie. Jednak jest tam. W ciągu ostatnich czterech lat kilkaset razy śpiewałem nasz Hymn i Hetman utkwił mi w świadomości na zawsze. „Jak Czarniecki do Poznania…”

Był ubogi, bo jego niebogaty ojciec miał 10 synów. Nie był też raczej autorytetem moralnym. Pozycję zyskał własną pracą. „Jam nie z soli ani z roli, jeno z tego, co mnie boli.” Angażował się, kiedy widział, że trzeba. I angażował się cały. Dla sprawy, nie dla własnych korzyści.

Lubię Grzegorza Schetynę. Lubię Władysława Kosiniak-Kamysza. Lubię Włodzimierza Czarzastego. Lubię Roberta Biedronia. Lubię Barbarę Nowacką. Nie poznałem osobiście (poza studiem TV) Adriana Zandberga, ale nie mam powodów, żeby go nie lubić. Lubię wielu innych polityków Koalicji Obywatelskiej, PSL, Wiosny, SLD, Razem. Lubię ich. Ale… oni wszyscy nie stanęli dzisiaj na wysokości zadania. Mam się na wszystkich obrazić? Mam szukać winnych? Włączyć się w nagonkę jednych na drugich?

Nie jestem lojalny wobec żadnego ugrupowania. Jestem lojalny wobec interesu Polek i Polaków. W interesie nas wszystkich jest, żeby władzę w Polsce przejęli politycy, którzy obiecują, że przywrócą praworządność, będą przestrzegać Konstytucji RP, szanować prawa człowieka i szukać spraw, które łączą a nie tych, które dzielą. Jeżeli teraz obiecują, później trudniej im się będzie z tych obietnic wycofać. A my – obywatele – będziemy im patrzeć na ręce i o złożonych obietnicach przypominać.

„Jak Czarniecki do Poznania…” musimy dzisiaj „wrócić się” i znowu pomyśleć, co my możemy zrobić „dla ojczyzny ratowania”. Trzeba opracować i zrealizować taką strategię, która nam – wszystkim obywatelom Rzeczypospolitej, a nie tylko politykom i zwolennikom jednej opcji politycznej, da największe korzyści. Strategię trzeba dopasować do realiów i do sytuacji, w której będziemy przystępowali do głosowania. Jest jeszcze za wcześnie na podejmowanie ostatecznych decyzji i składanie deklaracji. Ale dwie rzeczy są ważne i trzeba o nich rozmawiać już dzisiaj.

Pierwsza to jasne określenie, co jest celem. Bo łatwo znajdujemy sobie jakieś połowiczne cele czy półśrodki i realizujemy je, jakby były celem ostatecznym. Na przykład niektórzy twierdzą, że najważniejsze jest odsunięcie PiS od władzy. A kiedy się im pokaże, że to byłoby najłatwiej zrobić w koalicji z Kukizem, Korwinem a może i Solidarną Polską Ziobry czy Porozumieniem Gowina, łapią się za głowę.

Druga to możliwe zagrożenia dla demokratycznego elektoratu. Dzisiaj wszyscy mówią o metodzie d’Hondta i wynikających z niej zagrożeniach, że trzeba być dużym. Ale mało kto zauważa jak niebezpieczna jest strata głosów po stronie demokratycznej. W 2015 roku ponad 2.400.000 głosów wyborców po stronie demokratycznej zostało zmarnowanych. Wobec niecałych 5.600.000 głosów po tej stronie oddanych na ugrupowania, które do Sejmu weszły, to ogromna liczba głosów. Żadna metoda przeliczania głosów na mandaty tego nie zrekompensuje. Jedna trzecia głosów po stronie demokratycznej została zmarnowana i to dało samodzielną władzę populistom.

Jam nie z lojalności partyjnej ani towarzyskiej, jeno z troski o lepsze jutro nas wszystkich. Chcę, aby po wyborach Polską rządziły siły prodemokratyczne. I zrobię wszystko, co w mojej mocy, aby tak się stało. Jeżeli będzie trzeba, to nawet wbrew politykom i wiernym wyznawcom tych ugrupowań. Bo polityków nie mam do lubienia a przyjaciół do ślepego słuchania. Chętnie rozmawiam z każdym. Rozmowa nie zakłada jednak trzaskania obcasami ani potakiwania.

Rating: 4.5/5. From 4 votes.
Please wait...

Facebook Comments