Łatwiej jest umrzeć za ideę, niż poświęcić się dla prawdziwych wartości

Refren jednej z piękniejszych piosenek mojej młodości kończy się słowami „albo na dnie z honorem lec”. To nasza, polska tradycja. Nawet świętujemy chętniej porażki, niż sukcesy. Przypomina się scena końcowa z filmu Grek Zorba – jaka piękna katastrofa.

Dwa dni temu trzej byli prezydenci oraz 11 wybitnych osobowości i osobistości świata nauki, kultury, społeczeństwa obywatelskiego opublikowali list otwarty „Wspólnie do Senatu”. Stał się on istotną osią politycznej dyskusji w przestrzeni publicznej. Sygnatariusze listu zostali zaatakowani wspólnie przez przedstawicieli „dobrej zmiany” i tych, którzy postanowili zaistnieć w najbliższych wyborach bez względu na wynik.

Trzy lata temu byłem świadkiem jak przewodnicząca frakcji Zielonych w Parlamencie Europejskim tłumaczyła polskiej feministycznej aktywistce, dlaczego wycofano spod głosowania w Parlamencie stanowisko oceniające sytuację w Polsce ze szczególnym uwzględnieniem łamania praw kobiet. Główny argument, którego Polka nie była w stanie przyjąć, był taki, że nie należy wywoływać batalii, którą się prawie na pewno przegra. A po rozmowach sondujących było w zasadzie pewnym, że głosowanie nad tą petycją zostanie przegrane.

Ludzie dojrzali stawiają sobie cele i realizują je krok po kroku zbliżając się do celu. Dzieci rzucają się w sklepie na ziemię i krzyczą – waląc pięściami i kopiąc nogami – „kup mi zabawkę, kup mi zabawkę, kup mi zabawkę…” Wiele głosów, które wybrzmiały po opublikowaniu listu „Wspólnie do Senatu”, podważa dojrzałość ich autorów. Szczególnie przykre jest, kiedy dziennikarze, publicyści czy komentatorzy nie umieją spojrzeć na sprawę obiektywnie, uwzględniając realia i uwarunkowania.

Ponieważ większość krytyków listu nie dotarła chyba do jego zakończenia, pozwolę sobie przypomnieć. Napisano w nim:

Dziś ta jedność jest potrzebna jak nigdy od tamtej pory. I to jest powód, dla którego prosimy Was, byście wsparli tę opozycję w jej obecnym kształcie. Byście w tym roku potrafili wznieść się ponad Wasze słuszne zamierzenia, możliwe do zrealizowania dopiero w warunkach pełnej demokracji.

Sygnatariusze listu nie występują przeciwko ważnym sprawom, które kandydaci konkurencyjni wobec opozycji podnoszą. Jednak sygnatariusze uwzględniają uwarunkowania i okoliczności. Mają świadomość, że kolejna kadencja obecnie rządzącej partii jest zagrożeniem dla praw nas wszystkich. Fundamentalne prawa człowieka (w tym szczególnie zagrożone prawa reprodukcyjne) są zagrożone, a głośne krzyczenie nic nie zmienia. W warunkach pełnej demokracji będziemy mieli możliwość dyskutowania o tym, jak nasze prawa zapisać, jak ich bronić, jak zachować równowagę i wzajemny szacunek.

Dopóki jednak boisko jest regularnie niszczone przez stado dzików dyskutowanie, czy był spalony albo czy piłka odbiła się od zewnętrznej strony linii boiska, czy od wewnętrznej, nie ma sensu. Musimy bronić boiska!

Chyba, że ktoś woli „na dnie z honorem lec”, bo brakuje mu sił czy determinacji aby zmieniać świat na lepsze krok po kroku. Ale polityka to nie jest sztuka szybkiego finiszu. To zadanie dla długodystansowców. Świat zmienia się latami, dekadami i stuleciami. A rewolucja bardzo szybko zjada własne dzieci, co ku przestrodze żądającym natychmiastowych zmian przypominam.

Rating: 4.9/5. From 9 votes.
Please wait...

Facebook Comments