Tysiąc pięćset sto dziewięćset, czyli piąty Sylwester na ulicy

Dowiedziałem się, że są ludzie, którzy zrobią wszystko, żeby się znaleźć bliżej. I w zasadzie nie ma znaczenia, bliżej czego. Bliżej obiektywu, bliżej centrum decyzyjnego, bliżej korzyści, bliżej władzy, bliżej czegokolwiek, co może mieć moc przyciągania. Czy nauczyłem się ich rozpoznawać? Tak, chociaż nie na początku…

1503 dni temu wybuchł ruch sprzeciwu wobec niszczenia praworządności, łamania Konstytucji, gwałcenia wolności i swobód obywatelskich, praw człowieka… Wtedy nazywał się Komitet Obrony Demokracji. Dzisiaj nosi liczne nazwy, używa rozmaitych znaków graficznych, zrzesza się w różnych formułach prawnych lub bez nich. Ale trwa. Wtedy był liczny. Dzisiaj jest raczej „elitarny”. Czego się dowiedzieliśmy o sobie przez te trzy pięćsetki i jeszcze trzy dni?

Nie wiem, czego Wy się dowiedzieliście. Ja się dowiedziałem po pierwsze, że trzeba odróżniać tych, którym chodzi o coś od tych, którym chodzi o siebie i swoją pozycję. Niestety nie nauczyłem się, jak ich odróżniać na początku. Nauczyłem się jednak, jak się rozstawać z tymi, którzy mają inne cele i zmierzają w innym kierunku.

Dowiedziałem się, że często można stanąć przed dylematem, czy bronić wartości, w obronie których się wystąpiło, czy swojej roli w dojściu do miejsca, w którym jesteśmy. Bo kiedy coś się osiągnie, pojawi się wielu ojców zastępczych… Czy nauczyłem się ich rozpoznawać na początku? Nie…

Dowiedziałem się, że wielu nie ma świadomości, że przypisują sobie zasługi innych. Dowiedziałem się, jak łatwo przekuć sukces w porażkę a porażkę w sukces. Dowiedziałem się, że wielu znacznie chętniej atakuje tego, kto stoi obok, niż tego, kto po przeciwnej stronie. Bo nóżka krótka i trudno sięgnąć tak daleko…

Dowiedziałem się, jak potrafimy być podli, przebiegli, podstępni…

Tak, tego wszystkiego dowiedziałem się przez te ponad tysiąc pięćset dni. Ale to tylko część prawdy o nas. Bo dowiedziałem się znacznie więcej.

Dowiedziałem się, że więcej jest ludzi uczciwych, sprawiedliwych, otwartych, życzliwych, szczerych i prostolinijnych. Dowiedziałem się, że jest ich znacznie więcej, niż tych innych. I chociaż tamci częściej wygrywają bitwy, to wierzę, że wojny wygrywają ci porządni.

Dowiedziałem się, że kiedy się walczy o prawdziwe wartości, to zawsze znajdzie się ktoś, kto poda rękę w trudnej sytuacji nawet, jeżeli nie będzie miał z tego żadnych korzyści. I więcej jest tych, którzy podadzą rękę, niż tych, którzy wbiją nóż w plecy.

Dowiedziałem się, że warto. Warto, chociaż nie zawsze się opłaca w krótkiej perspektywie. Ale trzeba być naprawdę głupim, żeby zabiegać o korzyści w krótkiej perspektywie. Bo to, co wartościowe, nie przychodzi łatwo i trzeba o to zabiegać długo. Ale kiedy się to osiągnie, daje spokój na długie lata.

Na kolejne lata w opozycji obywatelskiej życzę Wam, nie – życzę Nam, żebyśmy umieli bronić prawdziwych wartości i żebyśmy umieli rozpoznać prawdziwych ludzi. Z tymi prawdziwymi żebyśmy współpracowali i się zbliżali. Zaś z tymi mniej prawdziwymi – żebyśmy umieli się rozstawać cichutko i bez niepotrzebnych awantur. W końcu naszym celem nie jest zwalczanie innych, ale obrona wartości.

Nie zapomnijmy nigdy o co nam chodziło na początku i o co nam chodzi teraz. Bo cele mogą ewoluować, ale świadomość naszej ewolucji pomoże nam zrozumieć ewolucję innych. Z nadzieją ruszam w kolejny rok działań opozycyjnych i zapraszam wszystkich do wspólnej obrony wartości. Szanuję jednak każdą równoległą drogę i tych, którzy wolą inaczej zmierzać do tych samych celów. Na końcu się spotkamy.

Rating: 2.7/5. From 11 votes.
Please wait...

Facebook Comments