Dzieje jednego słowa – LITERIADA

Kiedy prawie trzy lata temu dołączyłem do grona osób organizujących cotygodniową niedzielną pikietę pod pałacem namiestnikowskim, postanowiłem ją upowszechnić i rozpropagować. Wtedy staliśmy pod nazwą KARTONIADA. Tak nazywali się ludzie, którzy od początku niemal protestów obywatelskich po wyborach 2015 pojawiali się na marszach z hasłami wypisanymi po jednej literze na wielkich kartonach na biało. My używaliśmy nieco mniejszy kartonów i czarnych liter. Nazwa kartoniada była dotąd słowem powszechnym raczej, niż nazwą własną. Ale żeby uniknąć sporów i niesnasek postanowiłem się skontaktować z organizatorami tej kartoniady.

Od osoby, z którą rozmawiałem, dowiedziałem się, że ona nie ma nic przeciwko, ale inni mogą się sprzeciwiać. Niby słowo powszechnie używane, ale… dobrze. Zacząłem myśleć. Wymyśliłem – LITERIADA. Pod ta nazwą zacząłem propagować nasze wydarzenie. Przyjęło się. W ostatnią niedzielę odbyła się 165. Literiada w Warszawie.

Jakże byłem zdziwiony, kiedy w piątek 26 czerwca na placu Zamkowym w Warszawie usłyszałem, że Literiada ma podnieść kartony, żeby sprawdzić, czy wszystko jest OK. Dzisiaj dowiedziałem się, że w Starachowicach PO organizuje jutro, w piątek, Literiadę.

Nie domagam się tantiem. Nie zabraniam nikomu korzystania z tej nazwy. Ale bardzo chciałbym, żeby słowo LITERIADA, które wymyśliłem, pozostało symbolem walki o wartości, o najważniejsze podstawy państwa prawnego, o praworządność i o porządek konstytucyjny. Jeżeli jest więc używane przez uczestników gry politycznej, niech stoi po stronie wartości i zasad, nie po stronie interesów czy ugrupowań.

Dziękuję z góry!

Rating: 1.0/5. From 3 votes.
Please wait...

Komentarze z Facebooka