Szok pourazowy – jak z tego wyjść?

Nie pisałem od ponad dwóch miesięcy. Nie pisałem, bo jestem w szoku. Szoku pourazowym. Najgorsze jest to, że nie potrafię dokładnie określić przyczyny. Objawy pojawiły się w okolicach wyborów prezydenckich. Wynik nie był dla mnie zaskoczeniem, więc to nie on przesądził. A jednak objawy są dokuczliwe i wpływają na moją codzienność. Bardzo wpływają. Czasem za bardzo…

Nie znam konkretnych przyczyn, ale wiem, co mi dokucza. Nie pisałem o tym od dawna, bo wiem, że nie przysporzy mi to życzliwości. Ale w końcu się zdecydowałem. Bo przecież kiedy chodzi o sprawy ważne, życzliwość, przychylność czy akceptacja się nie liczą. Liczą się podstawowe wartości. A tutaj sprawy są już znacznie bardziej skomplikowane, niż sympatie czy antypatie w odniesieniu do osób na powyższej grafice.

W 2015 roku nie miałem wątpliwości, dlaczego wychodzę na ulicę. Naiwnie sądziłem, że każdy, kto idzie obok mnie, również walczy o wartości – o wolność, o równość, o demokrację, o solidarność, o różnorodność… Kiedy okazało się, że tym, którzy przebili się najbliżej, zależało raczej na osobistej pozycji niż na sprawach publicznych, zostałem uznany za niepotrzebnego i „odstrzelony”. Wszystkie trzy osoby, które zorganizowały pamiętną konferencję prasową na początku stycznia 2017, startowały w 2019 roku w wyborach do parlamentu. I jednej z nich się udało. Ale… żadna z tych osób nie powtórzyła w sądzie, pod groźbą sankcji za fałszywe zeznania, tego, co mówiły na tejże konferencji prasowej.

Te wydarzenia to już historia. Zrozumiałem, że na czoło organizacji pchają się nie ci, którzy są szczególnie mocno przejęci jej celami czy zadaniami, ale ci, którzy chcą coś dla siebie ugrać. Otaczają się licznymi ideowymi i aktywnymi osobami, którym zależy, ale które nie chcą walczyć o pozycję ani nie umieją bronić się przed manipulacjami karierowiczów. Umiejętne sterowanie opinią publiczną, jeżeli nie zostanie skonfrontowane z równie umiejętnym zapobieganiem manipulacjom, odnosi sukces. Tak czy inaczej wchodzimy wtedy na poziom rozgrywek wewnętrznych zamiast walki o sprawy najważniejsze.

Co mnie zastanawia dzisiaj? Dwóch polityków – kandydatów w wyborach prezydenckich – postanowiło założyć ruchy społeczne. To niezwykle oryginalna koncepcja. Do tej pory żaden ruch społeczny w świecie nie został założony. One powstają same jako wyraz potrzeb lub sprzeciwu obywateli. Najczęściej w uznaniu, że politycy zawiedli lub że ich działania nie dają nadziei na pozytywne przemiany. Dzisiaj w Polsce politycy chcą dekretować powstanie ruchów społecznych. Niestety, wrażenie jest jednoznaczne – odczytali niezadowolenie obywateli z całej klasy politycznej, ale nie wzięli tego do siebie i zamiast zmienić coś w prowadzonej przez siebie polityce, postanowili zmienić formalną stronę swoich działań.

Kiedyś politycy działali w ramach partii politycznych. Dzisiaj próbują działać pod przykrywką ruchów społecznych. Jeżeli to się nie uda… czy możemy się spodziewać, że za kilka lat politycy zaczną zakładać kościoły? Kluby sportowe? Zespoły muzyczne? Wszystko, żeby przez chwilę zdobyć popularność, nie musząc się wywiązywać z tego, co jest ich podstawowym obowiązkiem – „rzetelnie i sumiennie wykonywać obowiązki wobec Narodu, strzec suwerenności i interesów Państwa, czynić wszystko dla pomyślności Ojczyzny i dobra obywateli, przestrzegać Konstytucji i innych praw Rzeczypospolitej Polskiej”.

Powiem krótko i konkretnie. Dopóki politycy nie zajmą się robieniem prawdziwej polityki, obywatele nie zaczną od polityków wymagać czegoś więcej, niż możliwości zrobienia z nimi selfie oraz uściśnięcia ręki, dopóki nie przywrócimy prostych i oczywistych zasad, dopóki wszyscy nie zaczniemy się kierować wartościami zamiast chwilowymi interesami, sympatiami czy popularnością – dopóki nie postawimy spraw znowu na nogach, dopóty nie wróci normalność, a królować będzie jakakolwiek zmiana, dla lepszej skuteczności PR-owej opatrzona jakimś przymiotnikiem, czyli w istocie nic się nie zmieni.

Niebagatelną i kluczową rolę mają tu do odegrania media. Dopóki zamiast szukać sensacji nie skupią się na relacjonowaniu wydarzeń, tłumaczeniu rzeczywistości oraz na dociekaniu prawdy, pozostaną sprawnymi narzędziami w rękach różnych spin doktorów, lobbystów, PR-owców i agentów wpływu, a o dorośnięciu do miana niezależnej czwartej władzy będą mogły jedynie pomarzyć…

Tyle diagnozy i narzekania. Pracuję nad propozycją leczenia. Po trochu będę Was, drodzy czytelnicy informować i przekonywać, zachęcając do rozmowy. Bo o wspólnych sprawach trzeba przede wszystkim rozmawiać. Nie szukając wodzów, przywódców czy celebrytów, ale realizacji wartości i rozwiązań problemów.

Rating: 4.0/5. From 5 votes.
Please wait...

Komentarze z Facebooka