Tchórz, kłamca i zdrajca nie ma zdolności honorowej

Sąd Rejonowy w Pruszkowie orzekł, w nieprawomocnym jeszcze wyroku, że nie przywłaszczyłem sobie żadnych pieniędzy, że decyzje w sprawie mojego wynagrodzenia zostały podjęte zgodnie z prawem i z wewnętrznymi zasadami, że nie doszło w tej kwestii do żadnego naruszenia prawa. Pozostały wątpliwości co do sposobu realizacji wypłat i tutaj nie udało się obronie wyjaśnić wszystkiego do końca w pierwszej instancji – dlatego będziemy wnosić apelację i wyjaśniać szczegóły w postępowaniu odwoławczym.

Jednak nadal, zwłaszcza w mediach społecznościowych oraz w TVPiS – tubie propagandowej rządzących – ponawiane są pomówienia pod moim adresem. Nie odnoszę się do funkcjonariuszy dyktatury (proszę zwrócić uwagę, że to słowo powstaje z połączenia dwóch słów – „dykta” i „tektura”), ci z założenia nie mają zdolności honorowej i nie odpowiadają za swoje słowa. Nie odnoszę się również do hejterów, trolli i anonimowych lub prawie anonimowych „internetowych bojowników”. Kto nic nie wie, a opiera się na plotkach, nie jest wiarygodnym źródłem, nie jest też partnerem do dyskusji. Z powodu braku wiedzy opiera się na wierze, co jak wiadomo nie jest dobrym punktem do podjęcia rozmowy.

Chcę się odnieść do tych, którzy są uczestnikami wydarzeń, które sąd oceniał. Do tych, spośród których wielu miało okazję zeznawać w sądzie. Do tych, którzy zaangażowali wszystkie swoje złe emocje, żeby mnie pogrążyć. Zarówno w niesławnej konferencji prasowej z 5 stycznia 2017 jak i w późniejszych materiałach medialnych czy w oszczerczych publikacjach w mediach społecznościowych.

Nikt z was nie powtórzył swoich zarzutów z mediów w sądzie. Co więcej… sąd w osobie sędziego Alberta Parzyszka przyciskając ich pytaniami i próbując wyjaśnić nieścisłości zmusił ich do wygłoszenia stwierdzeń stojących w jawnej sprzeczności z ich twierdzeniami w mediach. Oczywiście… odpowiedzialność za fałszywe zeznania (do 8 lat więzienia) tłumaczy, dlaczego nie trwali przy swoich dalekich od prawdy tezach wygłaszanych tak chętnie przed kamerami.

Zapewne większości obserwatorów wydaje się, że to Zarząd KOD-u złożył doniesienie przeciwko mnie do prokuratury a później, występując jako oskarżyciel posiłkowy brał aktywny udział w postępowaniu przed sądem. Tyko jedno jest w tych przypuszczeniach prawdą – otóż KOD miał przypisaną rolę oskarżyciela posiłkowego. Niemniej jednak nikt w imieniu KOD-u nigdy nie pojawił się na sali sądowej. A większość z grupy, która przyczyniła się do wywołania tzw. „afery fakturowej” ukrywała się przed sądem i musieli być wzywani dwa albo więcej razy, zanim się stawili przed sądem w charakterze świadków.

Ale mało kto domyśli się, że to nie Zarząd KOD-u złożył doniesienie do prokuratury. Zarząd KOD-u, po tym jak zakończyłem swoją misję w nim, nie uznał, że doszło do naruszenia prawa i nie złożył doniesienia. Oni jedynie rzucili garść pomówień w mediach i czekali. Nie musieli długo czekać. Szybko zgłosiły się dwie osoby, zupełnie niezwiązane z kierownictwem KOD-u, które złożyły doniesienie, że z mediów się dowiedziały o oszustwach Kijowskiego i domagają się podjęcia dochodzenia. Tak, postępowanie toczyło się w istocie na podstawie anonimów, nie informacji pochodzących od kogoś, kto miał jakąkolwiek wiedzę o kulisach działań KOD-u.

Czyli… kilka osób nakłamało, bez ponoszenia odpowiedzialności, w mediach, kilka innych to podchwyciło i złożyły doniesienie do prokuratury. Te pierwsze, kłamiące, nie podtrzymały swoich twierdzeń przed sądem, ale wszystkim udało się wytworzyć atmosferę powszechnej nagonki, która doprowadziła do społecznego ostracyzmu i ostatecznie medialnego linczu na mnie.

Od stycznia 2017 do dzisiaj władze KOD-u zmieniały się kilkakrotnie. Żadne z nich nie podjęły żadnych działań prawnych przeciwko mnie.

Szczególną rolę w procesie odegrało kilka osób, które co prawda nie mogły wnieść nic istotnego do sprawy, za to miały ogromny ładunek negatywnych emocji. Wśród nich wyróżnili się: jeden z założycieli Stowarzyszenia KOD, który zakończył współpracę z KOD-em jeszcze w 2015 roku, przed Bożym Narodzeniem, oraz pewien profesor, etyk, który został włączony w nurt spraw w styczniu 2017, kiedy już wszystko się odbyło, więc nie miał żadnej wiedzy o faktach i wydarzeniach, za to z ogromnym zaangażowaniem rozdzielał oceny moralno-etyczne (chyba z powodu swojej naukowej aktywności). Takich mocno zaangażowanych emocjonalnie i nie wnoszących nic do sprawy „świadków” było więcej. Co robić… mówiło się kiedyś – rubelka nie zarobiła a cnotę straciła…

Tchórz, który nie umiał wystąpić do sądu czy prokuratury ze swoimi podejrzeniami, nie ma zdolności honorowej. Kłamca, który z radością pędził do mediów, a przed sądem, pod odpowiedzialnością, nie powtórzył żadnych z medialnie stawianych zarzutów, nie ma zdolności honorowej. Zdrajca, który zamiast naprawiać organizację, patrzy tylko na własne korzyści, nie ma zdolności honorowej. Hejterzy internetowi, trolle i anonimy zdolności honorowej nie mają z definicji.

Namawiają mnie niektórzy, żeby oskarżać ich wszystkich o pomówienia. Dzisiaj, po wyroku sądu, mimo że nie prawomocnym, miałbym do tego podstawy. Okoliczności zostały przed sądem wyjaśnione i to sąd orzekł, że nic nie przywłaszczyłem, nie ukradłem, nie sprzeniewierzyłem. Ale czy mam występować przeciwko osobom bez zdolności honorowej? Przeciwko tchórzom, którzy nie mają odwagi postawić zarzutów w twarz, wprost, lub wobec odpowiedzialności prawnej za kłamstwo?

Pozwolę sobie przytoczyć jeszcze jedno powiedzenie – nie rozmawiaj z idiotą, bo najpierw sprowadzi cię do swojego poziomu a potem pokona doświadczeniem. Nie będę z nimi rozmawiał. Ale gdyby ktoś z nich chciał wykazać, że jednak ma zdolność honorową, niech skorzysta z drogi prawnej – jest otwarta. Czekam na pozwy od wszystkich, którzy chcieliby mnie oskarżyć na drodze cywilnej czy też karnej. Pokażcie, że nie jesteście tchórzami!

A może… wolicie dalej kłamać na Facebooku czy Twitterze? Cóż, to wasza godność, nie moja. Plujcie. Tylko pamiętajcie, że plujecie przede wszystkim na siebie.

Rating: 1.3/5. From 245 votes.
Please wait...

Komentarze z Facebooka