Po pierwsze nie mamy armat…

Tylko konferencje prasowe robicie, a tu trzeba działać! Czas chodzenia z chorągiewkami i śpiewania się skończył! Nie pozwolimy, żeby nam to zrobili! Nie ustąpimy ani na krok!

Znacie takie teksty? Każdy je słyszał. Dzisiaj, wczoraj, dwa lata temu i cztery lata temu też. Pięć lat temu też byli tacy, co domagali się zdecydowanych działań i natychmiastowego zatrzymania destrukcji państwa. Usłyszycie je jeszcze wiele razy.

To się nazywa radykalizm. Tym się różni od planowego, świadomego działania, że pomija uwarunkowania i rzeczywistość, zazwyczaj też mówi o ostatecznym celu, nie analizując możliwych dróg dotarcia do niego.

Napoleon przejeżdżając przez jakąś mała mieścinę zapytał burmistrza, dlaczego nie oddano na jego cześć salwy armatniej. W odpowiedzi usłyszał — Jest co najmniej dwadzieścia powodów. Po pierwsze nie mamy armat. Po drugie… — tu Napoleon przerwał. — Dziękuję, po pierwsze wystarczy.

Już słyszę, że sieję defetyzm i gaszę ducha walki. Że w takim razie nic nie warto robić, lepiej wyemigrować albo się przyzwyczaić. Albo poczekać, aż ktoś inny załatwi sprawę za nas.

Nie do tego zmierzam. W żadnym wypadku nie zniechęcam nikogo do działania. Wręcz przeciwnie! Im więcej osób zaangażuje się w działalność prodemokratyczną, będzie walczyć o praworządność i domagać się przywrócenia porządku konstytucyjnego, tym większe szanse, że uda nam się te cele osiągnąć. Boję się jedynie, że jeżeli wzniecimy w sobie nadzieję na szybki sukces, to mamy większe szanse na frustrację, niż na satysfakcję. Zdarza się również, że działania nieprzemyślane mogą w rzeczywistości prowadzić w inną stronę, niż było to intencją działających.

Nikt nie wie, które działania skończą się sukcesem ostatecznym. Nikt nie wie, czy lepiej jest budować programy i polityczne rozwiązania, czy lepiej organizować protesty uliczne i presję społeczną. Budować szerokie koalicje, czy tworzyć nowatorskie propozycje. Zapewne wszystkie te pomysły, i jeszcze wiele innych, trzeba realizować równolegle. Każdy musi znaleźć tę dziedzinę, w której najlepiej się odnajduje i czuje się najbardziej przydatny.

Ważne, żeby mieć świadomość, że dzisiaj nikt nie zna jedynie słusznej drogi. A skoro tak, to każda może się nią kiedyś okazać. Dlatego, zamiast krytykować innych, lepiej jest rozmawiać z nimi o celu długoterminowym. A sobie stawiać cele krótkoterminowe – takie, które da się osiągnąć. Jeżeli będziemy realizować małe cele, nasza motywacja do działania będzie rosnąć i łatwiej będzie nam przekonywać innych do współpracy.

Pamiętajmy, że każda podróż zaczyna się od pierwszego kroku, a jeżeli nie mamy armat, nie obiecujmy sobie, że wygramy bitwę atakiem artylerii.

Rating: 4.4/5. From 7 votes.
Please wait...

Komentarze z Facebooka