Prawa człowieka dla każdego! Czyli dla kogo? Ja ich nie mam!

Dzisiaj, 10 grudnia, cały świat obchodzi ustanowiony przez ONZ Dzień Praw Człowieka. Podobno prawa człowieka przysługują każdemu człowiekowi. Ja jednak zostałem ich pozbawiony. Oczywiście nie mam wątpliwości, że swój udział mieli w tym rządzący dzisiaj w Polsce, podległe im media i wspierający aktywiści. Jednak w akcję pobawienia mnie praw włączyły się aktywnie media niezależne od władzy, organizacje i środowiska prodemokratyczne i prowolnościowe łącznie z tymi, które obronę praw człowieka mają wpisane do statutu a nawet w nazwie.

Jestem wyjęty spod prawa.

Prawo do pracy

Art. 10. kodeksu pracy mówi o prawie do pracy. Każdy ma prawo do swobodnie wybranej pracy. Od pięciu lat jestem bezrobotny. Mimo aktywnych poszukiwań zatrudnienia, udało mi się w tym okresie jedynie pracować przez dwa miesiące na zlecenie w niewielkiej firmie znajomego a od dwudziestu kilku miesięcy w wymiarze kilku godzin miesięcznie w zakładzie fryzjerskim. Wysłałem w tym czasie wiele setek zgłoszeń na publiczne ogłoszenia, używałem metody networkingu, poszukiwań osobistych. Efektem było kilka rozmów kwalifikacyjnych. Pozwolę sobie przytoczyć cztery sytuacje.

Kolega proponuje

Prawie trzy lata temu odezwał się do mnie kolega, z którym pracowałem wiele lat w dwóch firmach. Powiedział, że prowadzi rekrutację, że doskonale mnie zna i wie, że nadaję się doskonale na to stanowisko. Poza tym praca jest na zapleczu, bez kontaktu z klientami a jedynie za sprzętem. Jeżeli się zgodzę, potrzebna jest tylko akceptacja formalna zarządu firmy i mogę zaczynać pracę. Następnego dnia zadzwonił ponownie. Zarząd, kiedy zobaczył moje nazwisko, i odmówił zatrudnienia mnie.

A może kierowca?

W serwisie Praca za rogiem znalazłem prawie dwa lata temu ofertę pracy w firmie, która zatrudnia kilku kierowców obsługując Ubera i Bolta. Wysłałem zgłoszenie. Opisałem moje pod 30-letnie doświadczenie za kółkiem w Warszawie. Następnie zadzwoniłem do ogłoszeniodawcy. Rozmawialiśmy długo. Narzekał, że zgłaszają się tylko studenci, którzy mają prawo jazdy od pół roku, którzy do stolicy przyjechali na studia. A takiemu niebezpiecznie powierzyć samochód i pasażerów. Byłem dobrej myśli. Jednak nigdy więcej się nie odezwał.

Kurier?

Znajoma poinformowała mnie, że wie od znajomego, że w jednej z firm kurierskich pilnie poszukują kurierów. Poszedłem do siedziby firmy, dotarłem do dyspozytorów kurierów. Usłyszałem, że kolega jest nieobecny, ale jest gotowy zatrudnić nawet od jutra. Wróci wieczorem. Jeżeli zostawię imię, nazwisko, telefon i adres e-mail, na pewno odezwie się do mnie wieczorem. Od pięciu miesięcy czekam na ten kontakt.

W zawodzie, zgodnie z doświadczeniami

W ostatnich tygodniach skontaktowała się ze mną pracowniczka firmy rekrutacyjnej w odpowiedzi na moje zgłoszenie. Zorganizowała rozmowę rekrutacyjną. Duża korporacja międzynarodowa poszukiwała kierownika projektu. Po rozmowie mój potencjalny przyszły przełożony powiedział, że odpowie w ciągu kilku dni. Rzeczywiście bardzo szybko dostałem odpowiedź za pośrednictwem firmy rekrutacyjnej. Zostałem wybrany, czy mogę zacząć pracę za kilka dni? Tak? TO jeszcze dzisiaj prześlemy szczegółowe warunki zatrudnienia. Miałem potwierdzić mailowo te warunki. Jednak już kilka godzin później kolejny telefon z firmy, tym razem dzwoni kto inny. Okazuje się, że to jednak potrwa dłużej. I następnego dnia, że jednak sprawa nieaktualna. I tłumaczenia sprzeczne z tym, co usłyszałem w czasie rozmowy kwalifikacyjnej. Znowu problem z nazwiskiem?

Czy gdybym zmienił nazwisko i zrobił operację plastyczną, miałbym większe szanse na znalezienie pracy?

Domniemanie niewinności

Zbiórka (crowdfunding)

Praca to najczęstszy sposób na to, żeby się utrzymać się przy życiu. Ale przecież są różne formy pracy. Można być artystą lub i sprzedawać swoje dzieła, czy dawać występy. Można być duchownym i żyć z datków na tacę. Można być działaczem społecznym i żyć z dobrowolnych wpłat osób popierających idee, które się propaguje. Znamy wiele organizacji i indywidualnych osób, które żyją zbierając środki na swoją działalność za pomocą portali zrzutka.pl czy patronite.pl. Pomyślałem, że chyba czas ponownie rozwinąć działalność publiczną. Zresztą ciągle słyszę pytania, kiedy wrócę, kiedy znowu wyprowadzę ludzi na ulicę. Przemyślałem, zaplanowałem, rozważyłem i założyłem profil na patronite.pl. To idealny model dla finansowania długoterminowej działalności. Przesłałem profil do zatwierdzenia. Mimo informacji, że trwa to do trzech dni, odpowiedź dostałem po około dwóch tygodniach. Odpowiedź odmowną. Poprosiłem o uzasadnienie. Dowiedziałem się, że jestem osobą oskarżoną, toczy się mój proces przed sądem i że Dział Ryzyka oraz Dział Prawny odmówiły zatwierdzenia. Pisałem, dzwoniłem, wyjaśniałem, że art. 42. Konstytucji RP jednoznacznie gwarantuje mi domniemanie niewinności dopóki nie zapadnie prawomocny wyrok. Po wielu tygodniach takich tłumaczeń i kolejnych odmowach zrezygnowałem. Patronite.pl nie przestrzega Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej.

Obrońcy praw?

Ze dwa lata temu prawnicy występujący w obronie praworządności w Polsce zorganizowali kolejną konferencję prasową. Poprosili obywateli, żeby przyszli ich wesprzeć. Razem z moimi przyjaciółmi przyszedłem pod pałac namiestnikowski. Kiedy rozwinąłem polską flagę i stanąłem w gronie innych wspierających, podszedł do mnie jeden z organizatorów konferencji i powiedział, że nie powinno mnie tu być. Zwinąłem flagę i odszedłem. Po kilku minutach zadzwonił do mnie inny prawnik i poprosił, żebym wrócił. Jak się dowiedziałem, o opuszczenie konferencji poprosił mnie prawnik z fundacji, która ma prawa człowieka w swojej nazwie. Inni organizatorzy wystąpili w obronie domniemania niewinności, ale… czy w tej sytuacji można się dziwić zwykłej komercyjnej firmie, która ma swoje interesy i dba o swoją pozycję na rynku?

Prawo do sądu

Byłem stroną w procesie przed Wydziałem Cywilnym w Sądzie Okręgowym w Warszawie. Przewodniczący składu był delegowany w ostatnich miesiącach przed wyrokiem z sądu niższego rzędu. Wyrok nakładał na mnie kolejne zobowiązania finansowe oczywiście wielokrotnie przewyższające moje możliwości. Zgodnie z prawem skierowałem apelację do Sądu Apelacyjnego w Warszawie. Jednocześnie wystąpiłem o zwolnienie z kosztów (których nie byłbym w stanie ponieść) oraz o przyznanie pełnomocnika z urzędu, ponieważ na zatrudnienie pełnomocnika z wyboru po prostu mnie nie stać. Sąd na pierwszy wniosek odpowiedział w sposób dla mnie niezrozumiały, a drugi odrzucił w całości. Jednocześnie przesłał instrukcję, jak mogę się odwołać. Odwołałem się i prosiłem o wyjaśnienie tego, czego nie rozumiem.

Po pewnym czasie dostałem ponownie decyzję o odrzuceniu pierwotnego wniosku z instrukcją postępowania. Zatem ponownie złożyłem zażalenie. W odpowiedzi dowiedziałem się, że za pierwszym razem przesłano mi błędne instrukcje, a kiedy za drugim razem instrukcje były poprawione, ja nie spełniłem wymagań procedury, więc zażalenie jest oddalone. Nie dostałem od sądu na czas żadnej informacji o tym, że wcześniej popełniono błąd, i że muszę się zastosować do innej procedury. Sam niestety na dwóch stronach instrukcji nie znalazłem kilku szczegółów różnicy. Nie wiedziałem nawet, że powinienem jej szukać. Następnie otrzymałem wezwanie do uzupełnienia apelacji bez żadnego wskazania, czego brakuje. Odpowiedziałem, że już na jedno takie wezwanie uzupełniałem apelację, jednak jestem gotowy uzupełnić ponownie, jeżeli tylko otrzymam informację, czego brakuje. Dostałem pismo, że mam wnieść opłatę od apelacji. Jednocześnie w systemie informatycznym sądu pojawiła się notatka pani sporządzającej pismo, że omyłkowo w pierwszym piśmie nie wpisała kwoty (sic! nie było w ogóle informacji, że mogłoby chodzić o płatność).

Odpowiedziałem, że składałem wniosek o zwolnienie z kosztów, że moja sytuacja się od tego czasu pogorszyła, że bez pełnomocnika prawnego nie jestem w stanie zorientować się w tym, co się faktycznie dzieje w tym postępowaniu, przedstawiłem historię mojej korespondencji z sądem i że ponownie składam wniosek o zwolnienie z kosztów oraz o przyznanie pełnomocnika z urzędu. Po pewnym czasie zadzwoniła do mnie pani z sądu informując, że zaplanowane posiedzenie (za kilka dni) się nie odbędzie. Dzisiaj w nocy przyszła do mnie informacja pocztą elektroniczną, że są nowe informacje o posiedzeniu w tej sprawie. Sprawdziłem. O północy odrzucono moją apelację.

Widać prawo do sądu nie zawiera prawa do zrozumienia, co sąd robi ani do rzetelnej informacji, co obywatel w relacji z sądem może zrobić.

Prawo do prywatności

Media

Jeszcze w grudniu 2015 roku media ujawniły publicznie moje zaległości z tytułu alimentów. Od tej pory przyklejono mi łatkę alimenciarza. Nikt nie był zainteresowany jakimkolwiek wyjaśnianiem okoliczności. Moje oświadczenie w tej sprawie przeszło bez echa. I nikt nie zauważył, że alimenciarz, to człowiek, który uchyla się od płacenia alimentów, a nie człowiek, którego na płacenie tych alimentów nie stać. Ciekawe jak nazwaliby ci sami ludzie kogoś, kogo nie stać na płacenie czynszu za mieszkanie. Osoby, które w wyniku zmiany sytuacji życiowej nie są w stanie płacić za czynsz spotykają się ze społeczną solidarnością, są organizacje, które ich wspierają i bronią przed eksmisją. Kiedy jednak kogoś nie stać z powodu okoliczności życiowych na płacenie alimentów, jest przedmiotem szyderstw i ostracyzmu. A przecież przyczyny są takie same i żadnej złej woli w tym nie ma.

Współobywatele

Byłem osobą publiczną. Pokazywały mnie media, występowałem na zgromadzeniach. Wiele osób w Polsce i za granicą zna moje nazwisko i moją twarz. Ale osobą publiczną nie jestem od dawna. Nigdy zresztą nie żyłem ze środków publicznych, nie pełniłem żadnego urzędu publicznego ani funkcji. Jednak moje sprawy prywatne, które nikogo nie powinny interesować, są przedmiotem rozważań i żartów zarówno zwykłych obywateli jak i dziennikarzy. Nie spodziewam się przestrzegania prawa po zwolennikach czy autorach Dobrej Zmiany. Ale od tych, którzy deklarują walkę o prawo, o praworządność, o demokrację, o prawa człowieka spodziewałbym się, że ich deklaracje na sztandarach znajdą odzwierciedlenie w ich postawach i zachowaniach.

A co z bliskimi?

A przecież moje sprawy prywatne dotyczą nie tylko mnie, ale i osób bliskich mi dzisiaj lub kiedyś. Jakie prawo do naruszania ich prywatności mają media czy współobywatele? Czy wolno każdemu publicznie rozważać sprawy osobiste każdego? Czyż prawa człowieka nie przysługują każdemu? Czy dotyczą tylko tych, którymi nikt się akurat nie zainteresował?

Prawo do obrony

Jest zbrodnia?

Wszyscy wiedzą, że jestem oskarżony i toczy się proces karny w mojej sprawie. Oskarżenie jest efektem publicznie wygłoszonych przez moich współpracowników kłamstw, prokuratura podjęła sprawę po zgłoszeniu przez osoby, które dowiedziały się o sprawie z mediów, a same nigdy nie były zaangażowane w działalność chociażby zbieżną z moją działalnością, o sprawie nie wiedziały nic więcej, niż podały media. Jest to niewątpliwie sprawa motywowana czysto politycznie. Takie sprawy w państwie niepraworządnym mogą się zdarzać. Ale każdy, kto szanuje konstytucyjne domniemanie niewinności i prawo do sądu powstrzymuje się od wydawania wyroków. Tak się jednak nie dzieje w moim przypadku. Zostałem publicznie zlinczowany. Kłamstwa na mój temat zyskały walor prawdy obiektywnej. Mało kto zauważył, że osoby, które przed kamerami kłamały, w sądzie, pod groźbą odpowiedzialności karnej, swoich kłamstw nie podtrzymały.

Jest kara!

W wyroku sądu w pierwszej instancji zostałem uniewinniony z najpoważniejszych zarzutów. Nie było (zdaniem sądu) przywłaszczenia pieniędzy, nie było działania w porozumieniu. Jak skomentował ten wyrok mój obrońca, mec. Jacek Dubois, doszło do incydentalnego skazania w pobocznej sprawie. Co na ten temat powiedziały media, uznające się za wolne? Co usłyszeli ich odbiorcy? Kijowski został skazany! Znaczy stawiane mu zarzuty były prawdziwe! Poza nielicznymi wyjątkami nikt nie zainteresował się w ogóle istotą sprawy. Były oskarżenia, jest wyrok, czyli oskarżony jest przestępcą.

Taki standard?

W marcu 2017 roku Prokuratura w Pruszkowie podjęła postępowanie w sprawie (nie przeciwko mnie) rzekomego uchylania się przez mnie od płacenia alimentów. Pisały o tym wszystkie media. Alimenciarz! Podstawą do prowadzenia tego postępowania były przepisy zaproponowane przez Zbigniewa Ziobrę w 2016 roku, nazywane wtedy potocznie Lex Kijowski. Po trzech miesiącach jednak prokuratura umorzyła sprawę z braku znamion czynu zabronionego. Czy któreś media — wolne, rzetelne, obiektywne – o tym poinformowały? Nie. Co więcej, nadal podawana jest informacja, że przeciwko mnie wszczęto postępowanie o alimenty (co jest nieprawdą podwójnie, bo w sprawie, a nie przeciwko mnie, i bo wszczęto, ale zaraz umorzono). Prawie trzy lata później – w pierwszym kwartale 2020 roku Gazeta Wyborcza pisząc o mnie przypomniała o wszczęciu postępowania i nie zająknęła się o jego umorzeniu i powodzie umorzenia. Oglądam tylko jedną telewizję informacyjną – TVN24. Wielokrotnie słyszałem tam (między innymi w Szkle Kontaktowym czy w Tak Jest) jak dziennikarze w trybie stwierdzenia oczywistości, bazując na nieprawdziwych informacjach, komentowali moją sytuację. Kilkakrotnie próbowałem prostować te informacje pisząc do dziennikarzy w nadziei, że ich przywiązanie do prawdy każe im coś sprostować. To się jednak nie zdarzyło.

Dziennikarstwo śledcze? Fact checking?

W roku 2016, na długo przed odpaleniem tzw. afery fakturowej, wypowiedziałem się dla Gazety Wyborczej na temat programu 500+ podkreślając, że wypycha on kobiety z rynku pracy. 3 dni później portal oko.press skomentował krytycznie moją wypowiedź i przyznał mi tytuł Koziołek tygodnia. Po kolejnych dniach Gazeta Wyborcza opublikowała artykuł, że między 100.000 a 200.000 kobiet zostało z rynku pracy wypchniętych w efekcie wprowadzenia 500+. oko.press nie skłoniło to do refleksji. Jakiś rok później opublikowano poważny rzetelny raport na temat skutków 500+. Wtedy ponownie napisałem o tym do naczelnego oko.press (który prosił mnie o wsparcie przy zakładaniu tego medium i zaprosił na uroczystości po 3 miesiącach funkcjonowania). Jak i poprzednio nie odezwał się. Jednak po pewnym czasie zlikwidowali tytuł Koziołka tygodnia, więc to oznaczenie zniknęło również przy krytycznej ocenie mojej wypowiedzi.

Prawo do życia

Bez praw, bez możliwości utrzymania się, pozbawiony prywatności. Jak żyć? To leninowskie pytanie niewątpliwie zasługuje na refleksję w Dniu Praw Człowieka ONZ. Ja mogę jedynie powiedzieć, że na razie żyję. Podtrzymują mnie przy życiu przyjaciele. Komornik zajmuje wszystkie moje dochody, ściga mnie bank i firma windykacyjna. Uratował by mnie jakiś wielki skok na bank albo wielki przekręt. Moją sytuację pewnie poprawiłoby też przyznanie się do winy w niektórych sprawach. Jest jednak jeden problem. Nie zamierzam zostać przestępcą. Ani w drodze przestępstwa (rabunek), ani przyznając się do czegoś, czego nie zrobiłem.

Być może są w świecie ludzie, którzy nie używają pieniędzy. Jednak nie jest to powszechne. Szczególnie trudno jest żyć bez pieniędzy, kiedy się ma zobowiązania finansowe. Być może są w świecie ludzie, którzy potrafią żyć będąc atakowanym z każdej strony i w każdej chwili, objęci ostracyzmem. Nie jest to łatwe. Być może zdarza się, że ktoś żyje po publicznym linczu, będąc pozbawionym prawa do obrony.
Być może…


Kolega mówi, żebym się nie skarżył – bo gówno to kogoś obchodzi. Ale to moje prawo! Tak, jestem człowiekiem. Dzisiaj jest dzień moich praw. Nie mam jednak nastroju do świętowania…

Mateusz Kijowski

Rating: 4.9/5. From 14 votes.
Please wait...

Komentarze z Facebooka