Niszczy nas populizm. Nasz populizm, nie ich!

Dla towarzystwa Cygan dał się powiesić. Lubimy być w grupie. W kupie raźniej. Ale czy umiemy walczyć o nasze prawa, o nasze wartości, wreszcie o nasz interes?

Oddaliśmy Polskę politykom. Uznaliśmy chyba, że są jak lekarz, który lepiej wie, co jest dla nas dobre. Ale politycy walczą o władzę. Nie myślą, co jest dobre dla obywateli, ale co może dać im – politykom – władzę. Szukają popularności, nie dobra obywateli.

Polityka sondażowa prowadzi nas w przepaść. My chcemy być w większości, a w każdym razie dużej grupie. Politycy chcą być tam, gdzie jest wielu obywateli. I tak nakręca się spirala ciągnąca nas wszystkich w dół. W akrobacjach lotniczych nazywa się to korkociągiem. Opadanie w dół, kręcenie się wokół własnej osi i brak sterowności. Jeżeli uda się odzyskać sterowność, akrobacja zakończy się brawami. Jeżeli się nie uda

Nie jest wielką sztuką iść w tłumie. Jacek Kaczmarski śpiewał w „Murach”: „aż zobaczyli ilu ich…”, ale kończył smutną refleksją, której większość nigdy nie zrozumiała: „…a śpiewak zawsze był sam. Patrzył na równy tłumów marsz, milczał wsłuchany w kroków huk. A mury rosły, rosły, rosły, łańcuch kołysał się u nóg.”

Kiedy słyszę, że małe protesty nie mają sensu, że trzeba iść dużym tłumem, zawsze przypomina mi się przesłanie Kaczmarskiego. Kiedy dudni huk kroków, rzadko słychać to, co jest naprawdę ważne. Sondaże tego też nie pokażą. Bo żaden sondaż nie wytworzył nigdy nowej wartości. A dzisiaj, jak być może nigdy, potrzebna jest nam nowa wartość. Żeby powstała nowa idea, trzeba się oderwać od sondaży, porzucić tłum, porzucić walkę o władzę.

W 2015 i w 2016 roku obywatele wyszli na ulice, a politycy poszli za nimi. Wtedy było wiadomo, o co chodzi, o co walczymy, a politycy próbowali się przypodobać obywatelom, podnosząc ich postulaty. To się skończyło. Dzisiaj politycy czytają sondaże, głoszą hasła, które mogą im dać popularność, a obywatele próbują się przypodobać politykom, biegają za nimi i wynoszą ich na sztandary. Tylko czy to jeszcze są obywatele? A może już tylko wyborcy?

Historia zna przypadki, kiedy jedna osoba zmieniła historię. Nie polityk, nie celebryta, ale osoba, której po prostu na czymś zależało. 4 czerwca 1989 na plac Niebiańskiego Spokoju w w Pekinie (plac Tian’anmen) wyjechały czołgi aby stłumić masowe protesty. Zginęło kilkaset osób. Świat obiegło zdjęcie jednego człowieka, który stanął na drodze czołgów i próbował je powstrzymać.

W Polsce też zdarzały się i zdarzają jednoosobowe protesty. To zawsze są osoby przejęte ideą, walczące o coś prawdziwego. Nie o to, żeby poczuć się dobrze w świetle reflektorów, zrobić sobie zdjęcie z jakimś celebrytą lub sławnym politykiem.

Jak długo jeszcze tłumy będą szły obok rosnących murów, a to, co ważne, zostanie dla nielicznych – tych odważnych?

Rating: 4.7/5. From 3 votes.
Please wait...

Komentarze z Facebooka