Lepszy „gorszy sort”?

W połowie grudnia 2015 Jarosław Kaczyński zdefiniował linię podziału w Polsce. To wtedy zafunkcjonowało pojęcie „gorszy sort”, chociaż lider obejmującej właśnie absolutną władzę w Polsce siły politycznej użył określenia „najgorszy sort”. Nie o stopniowanie tu jednak chodzi, a o ideę.

Sortowanie. Dzielenie. Wartościowanie. Podzielił nas, Polaków, na dwa plemiona? Skłócił? Stawiam tezę, że tymi niestosownymi słowami jedynie opisał rzeczywistość. Rzeczywistość, której sam jest ważnym elementem. Rzeczywistość, w której my wszyscy, a przynajmniej zdecydowana większość z nas, mamy skłonność do oceniania i wartościowania innych. czytaj więcej…

Dwie „5” Kijowskiego z plusem
czyli
nie jestem rycerzem na białym koniu

Są winy, których nie można naprawić. Są przeprosiny, które wypowiedziane nie w porę, nigdy nie zostaną przyjęte. Nie możemy cofnąć naszych słów i czynów, nie możemy wymazać ich gumką myszka albo klawiszem Delete. Życie to nie plik tekstowy.

Wit Szostak, Sto dni bez słońca

czytaj więcej…

Kijowski: rozumiem Kaczyńskiego!

Rozumiem Jarosława Kaczyńskiego, chociaż mu nie współczuję.

Wszyscy umieją liczyć w zakresie do kilku tysięcy (to poziom pensji, czynszu, cena używanego samochodu czy wakacji). Mało kto jednak umie liczyć zera w kwotach większych. Warto więc podkreślić różnicę w rozmiarach. „Moja afera” jest wyceniana przez prokuratora na kwotę około 120.000 złotych. Afera Jarosława Kaczyńskiego to 1.300.000.000 złotych (tak, dobrze widzisz – jeden miliard i trzysta milionów złotych). czytaj więcej…

Prokuratura, czyli?

Znowu spędziłem kilka godzin w budynkach Prokuratury Krajowej a dokładnie w Sądzie Dyscyplinarnym. O sprawie pisałem już 20 grudnia 2018 we wpisie – Pan prokurator ma rację… Kto przeczytał tamten wpis zrozumie, że dzisiejszy ciąg dalszy nie był całkiem zaskakujący. Chociaż to, że zaczynamy się przyzwyczajać, nie wróży zbyt dobrze. Bo chciałoby się krzyczeć ze złości, w wyrazie słusznego protestu.

Przypomnę, że sprawa dotyczy odwołania od sankcji dyscyplinarnych nałożonych na prokuratora, który śmiał wystąpić na demonstracji w obronie sądów w Legnicy. Zgodnie z definicją podaną przez Wikipedię, prokuratura to urząd państwowy powołany do stania na straży praworządności. Wielu zarzuca Wikipedii, że nie jest rzetelną encyklopedią. czytaj więcej…

Milczenie jest złotem

Coraz więcej słów dookoła. I coraz mniej sensu. Ze wszystkich stron wylewają się fontanny elokwencji, obietnic, krytyki. Przez to wszystko trudno się przebić realnym i sensownym działaniom. Na szczęście są też wśród nas tacy, którzy nie gadają, ale robią. czytaj więcej…

Hejtu naszego powszedniego daj nam dzisiaj…

Do hejtu przyzwyczaiłem się od czasów, kiedy współprowadziłem bloga o prawach ojca i dziecka. To już wiele lat. Przywykłem. Nauczyłem się banować, bo okazało się, że rozmawianie z hejterem nie ma sensu. On nie szuka porozumienia. Chce dopaść i zagryźć, jak pies gończy. Czasami też działają w grupie urządzając polowanie z nagonką. Jeden podpuszcza, drugi rozwija temat, trzeci nagłaśnia i propaguje. Mowa nienawiści stała się dla mnie codziennością, kiedy uruchomiłem akcję „Razem przeciw kulturze gwałtu”. Wtedy hejt przybrał wymiar światopoglądowy (polityką tego nazwać chyba nie można). Tak zwani „prawacy” oburzali się, atakowali, pluli jadem. Szczególnie zasłużył się pewien ekstremalny publicysta, dawniej podobno uznany pisarz fantastycznonaukowy (nie znam, nie czytałem). Jego wyznanie – „Kto nigdy nie wykorzystał nietrzeźwej, niech rzuci pierwszy kamień…” stało się wizytówką tej formacji „duchowej”.

Od czasu obywatelskiego zrywu w końcu 2015 roku hejt wobec mnie przybrał zupełnie nowy wymiar. 10 stycznia 2015 roku pewien poseł partii rządzącej ogłosił na sali plenarnej Sejmu, że zamierzam strzelać do Jarosława Kaczyńskiego. czytaj więcej…

Muszę, inaczej się uduszę!

Od ponad trzech lat żyjemy w Polsce w trybie protestu. Jak zawsze w takiej sytuacji są ci bardziej radykalni i ci spokojniejsi. Są też i tacy, którzy uznali, że dobrze jest rzucić się na ziemię i zażądać wszystkiego natychmiast. Czy to zadziała?

Wszystko, co robimy dla dobra powszechnego, to polityka. Bo według najstarszej definicji polityka to właśnie troska o dobro wspólne. Tym niemniej od czasów tej najstarszej definicji wiele się o polityce dowiedzieliśmy i sporo nauczyliśmy. To, co w moim przekonaniu jest najważniejszym kryterium oceny działań politycznych, to skuteczność. czytaj więcej…

Pan prokurator ma rację…

Pamiętacie? Śpiewano to od dziesiątek lat. Tak śpiewał Maciej Zembaty tuż przed wprowadzeniem stanu wojennego w 1981 roku.

Od 29 lat zapomnieliśmy o tym utworze. Wydawało się, że się zdezaktualizował. No, w latach 2005-2007 czasem ktoś zanucił pod nosem. Dzisiaj… ten duch prześmiewczy przestaje licować z sytuacją. Okazuje się, że prokuratura może znacznie więcej. czytaj więcej…

Szczęście jest najważniejsze!

Dzień, kiedy wszyscy składają Ci życzenia, zmusza do zastanowienia. Do refleksji nad własnym życiem, ale i nad życzeniami. No i do tej jednej, być może kluczowej – co jest ważne, a co mniej. Dokąd zmierzam, skąd przychodzę, czego chcę i jak to zamierzam osiągnąć.

Mój Tata powiedział kiedyś, że na rosyjskim podwodnym okręcie atomowym Kursk wszyscy byli zdrowi. Mieli na to z całą pewnością odpowiednie badania i zaświadczenia. Ale nikt nie przeżył. Bo zabrakło im szczęścia. czytaj więcej…

Jak dzisiaj dziennikarz opisze gwałt?

Coraz bardziej jestem przerażony, oglądając i czytając media. Dla wyjaśnienia muszę podkreślić, że mało mam kontaktów z mediami rządowymi oraz z mediami prorządowymi czyli z tak zwaną szczujnią.

Wyobraźmy sobie taką sytuację, że gimnazjalistka została brutalnie zgwałcona w parku opodal szkoły, z której wracała z zajęć pozalekcyjnych. Policja ujęła sprawcę – czterdziestolatka, wcześniej już karanego za gwałt na nieletniej. Oczywiście, jako że jest to temat atrakcyjny i na pewno przyciągnie czytelników, media prześcigają się w relacjonowaniu całej sprawy. Oto tytuły. czytaj więcej…

3 lata na ulicy… czy było warto?

Spotykamy się 2 grudnia w południe pod siedzibą byłego Trybunału Konstytucyjnego, bo tam zaczęliśmy protestować przeciwko niszczeniu Polski 3 lata temu. Te trzy lata spędziliśmy w dużej mierze na ulicy. Protestowaliśmy, demonstrowaliśmy, pikietowaliśmy, manifestowaliśmy, staliśmy, siedzieliśmy, wycieraliśmy chodniki i asfalty w całej Polsce. I co to dało?

Ileż razy słyszałem, że tak chodzimy po tych ulicach, chodzimy i nic to nie daje. czytaj więcej…

Wy nie wiecie, a ja wiem, czyli o winie opozycji totalnej…

Czy ktoś z Państwa pamięta debatę nad planem Balcerowicza? A nad wyprowadzeniem wojsk rosyjskich z Polski? Nad Konstytucją przyjętą w 1997 roku? Nad reformą emerytalną, samorządową, systemu opieki zdrowotnej czy szkolnictwa? Nad wejściem do NATO? Nad przystąpieniem do Unii Europejskiej? Nad przyjęciem wspólnej europejskiej waluty? Nad reformą służby cywilnej, służb specjalnych, prokuratury i sądownictwa? Nad zmianami w OFE? Nad zniszczeniem Trybunału Konstytucyjnego?

Choroba, która toczy nasze państwo i naszą demokrację to nie jest zły wynik wyborów. Problemem nie jest to, kto wygrał ani to, kto sprawuje władzę. Problemem jest to, że z naszego życia publicznego znikła debata. Nie wiem, czy słowo „zniknęła” jest adekwatne, bo być może nigdy w wolnej Polsce nie było debaty. Debaty – tego najsilniejszego i najważniejszego elementu demokracji. Debaty, w której nie liczy się większość, nie liczy się siła, nie liczy się przewaga. Debaty, w której ważne są argumenty, wyliczenia, fakty… Oczywiście, po takiej debacie należy podjąć decyzję i wtedy się głosuje. Tylko… kiedy ustawa przelatuje przez Sejm z drugą prędkością kosmiczną, czy jest w ogóle miejsce na zastanowienie się, nie mówiąc już o debacie? Ale przecież nie było jej i wcześniej. czytaj więcej…

40 milionów KNF i polityka gównoburzy czyli opowieść o dwóch wilkach

In flagranti. Na gorącym uczynku. Nagrano rozmowę. Zrobiono zdjęcie. Na własne uszy słyszałam, droga pani. Przecież bym nie kłamał, wszystko widziałem. Są niezbite dowody. Nie ma wątpliwości. Przecież wszyscy wiedzą. Jestem przekonana, że coś jest na rzeczy. Wszystko na to wskazuje…

A co my z tego wszystkiego rozumiemy? Niedawno ktoś w formie tryumfalnej cytował powiedzenie, że „polityka można zabić gazetą”. Dla mnie to porażka demokracji. Nie podoba mi się zabijanie polityków. Gazety zaś nie są od wydawania wyroków ale od ukazywania prawdy i odkrywania tego, co zakryte a powinno być widziane. czytaj więcej…

Trzy lata Manifestu

Za tydzień miną trzy lata od opublikowania Manifestu. Ten Manifest zapoczątkował wielkie społeczne poruszenie, wielki ruch sprzeciwu wobec niszczącej polityki rządzących, ale i przywiązania do najważniejszych wartości. Demokracji, równości, wzajemnego szacunku. Do praworządności i do porządku konstytucyjnego.

Na początku było nas na ulicach setki tysięcy. Później zaczęliśmy się koncentrować na działaniach bardziej lokalnych, w bezpośrednim kontakcie z drugim człowiekiem. Zaczęliśmy budować prawdziwe więzi społeczne. Żmudnie ale konsekwentnie.

Nie wszyscy byli w stanie zaangażować się w tym samym stopniu. Ale wszyscy mamy w pamięci i w naszych sercach ten zryw z przełomu 2015 i 2016 roku. Tę energię i tę nadzieję. I to poczucie, że nie jesteśmy sami. czytaj więcej…

„Prawo” czy „na lewo”?

Serce mam z lewej strony. Wrażliwość mam lewicową. To oczywiste, że chętniej krytykuję stronę prawą, dla lewej starając się być bardziej wyrozumiałym. Jednak czasami konieczne jest postawienie pewnych spraw jasno i wyjaśnienie nieporozumień. Zwłaszcza, że występują one po obu stronach i są zjawiskiem powszechnym, przenikającym chyba myślenie wszystkich nas po trochu. Biorą się zaś chyba z tego, że oba słowa – „prawica” i „lewica” – mają zbliżone brzmieniem wyrazy lub wyrażenia, które zupełnie nie są zbliżone znaczeniem.

Prawica, prawo, prawość – czy coś łączy te słowa poza wspólnym źródłosłowem? Oczywiście, żeby odpowiedzieć na to pytanie ostatecznie, należałoby zacząć od ustalenia definicji. Łatwo jednak możemy odrzucić skojarzenia stosując argumentum ad absurdum. Gdyby prawicowość miała związek z prawem i z prawością to skrajna prawica byłaby czytaj więcej…

Niech prawo zawsze prawo znaczy

Jest ogromna różnica między Marszem Równości a Marszem Niepodległości.

Nie ma różnicy między zakazem Marszu Równości i zakazem Marszu Niepodległości.

Jest ogromna różnica pomiędzy powiedzeniem dziecku, że nie dostanie siódmego batona tego dnia, bo to mu szkodzi, a odmawianiem dziecku posiłku przez trzy dni.

Nie ma żadnej różnicy między pobiciem dziecka, żeby nie jadło kolejnego batona a pobiciem dziecka, które prosi o jedzenie, bo od trzech dni nie jadło. czytaj więcej…

Ch…, d… i kamieni kupa

7 listopada to przełomowy dzień w historii państwa PiS-owskiego. I mam świadomość, że słowa „państwo” użyłem tu mocno na wyrost. Bo państwo, w którym Prezydent i Premier ogłaszają oficjalne ogólnonarodowe obchody stulecia odzyskania niepodległości na cztery dni przed datą święta i to nie z własnej inicjatywy, ale w reakcji na działania Prezydent Warszawy, mimo że wiele miesięcy wcześniej uchwalona została specjalna ustawa z wydzielonym budżetem obchodów, która nie uwzględniała tego elementu, nie jest sprawnie funkcjonującym organizmem. Państwo, w którym pracodawcy i pracownicy dowiadują się z pięciodniowym jedynie wyprzedzeniem, że będzie Święto Narodowe i dzień wolny od pracy, to już nawet nie partyzantka. To jawna hucpa.

Nie wiem, czym się kierują politycy PiS, podejmując tak ważne decyzje w ostatniej chwili. Nikt chyba nie uwierzy, że w ostatniej chwili się dowiedzieli, że 11.11.2018 wypada w niedzielę a tym bardziej, że w ogóle będzie. Przecież zdążyli przygotować na 10.11.2018 pomnik, a tego nie robi się w trzy godziny. czytaj więcej…

Równość nie uświęca środków

Kiedy na początku października Prezydent Lublina zakazał zorganizowania Marszu Wolności, podniosło się wiele głosów krytykujących go za łamanie podstawowego prawa człowieka, jakim jest demonstrowanie swoich poglądów. Odsądzano prezydenta od czci i wiary. Życzono mu porażki wyborczej. Sąd ostatecznie uchylił zakaz i marsz się odbył. Policja stanęła na wysokości zadania i ochroniła manifestujących przed atakującymi ich chuliganami. Czy doprowadziła do ukarania atakujących? Tego nie wiem. Chcę wierzyć, że tak.

Kiedy dzisiaj Prezydent Warszawy zakazała zorganizowania Marszu Niepodległości, z tych samych kręgów podniosły się okrzyki zadowolenia i satysfakcji. Podstawowe prawo człowieka do demonstrowania swoich poglądów nagle przestało być ważne. czytaj więcej…

Dumni z urodzenia?

Kto z Was, Drodzy Czytelnicy, pamięta, jak się urodził? Pamięta, jak dzielnie i mężnie pomagał matce w tym trudnym przedsięwzięciu? A potem wspierał rodziców w wychowaniu siebie na dobrego Polaka? Wierzę, że odnieśliście w tych przedsięwzięciach ogromne sukcesy i macie powody do dumy.

Duma z urodzenia to dosyć powszechne uczucie. Na tyle powszechne, że myśleli i pisali o nim najwięksi myśliciele i intelektualiści. Napisał o niej też Artur Schopenhauer, filozof urodzony w Gdańsku między pierwszym a drugim rozbiorem Polski. W książce „W poszukiwaniu mądrości życia. Parerga i paralipomena.” napisał on tak:

Najmniej wartościowym natomiast rodzajem dumy jest duma narodowa. Kto bowiem nią się odznacza, ten zdradza brak cech indywidualnych, z których mógłby być dumny czytaj więcej…