Łatwiej jest umrzeć za ideę, niż poświęcić się dla prawdziwych wartości

Refren jednej z piękniejszych piosenek mojej młodości kończy się słowami „albo na dnie z honorem lec”. To nasza, polska tradycja. Nawet świętujemy chętniej porażki, niż sukcesy. Przypomina się scena końcowa z filmu Grek Zorba – jaka piękna katastrofa.

Dwa dni temu trzej byli prezydenci oraz 11 wybitnych osobowości i osobistości świata nauki, kultury, społeczeństwa obywatelskiego opublikowali list otwarty „Wspólnie do Senatu”. Stał się on istotną osią politycznej dyskusji w przestrzeni publicznej. Sygnatariusze listu zostali zaatakowani wspólnie przez przedstawicieli „dobrej zmiany” i tych, którzy postanowili zaistnieć w najbliższych wyborach bez względu na wynik. czytaj więcej…

Bynajmniej, elity do wymiany…

Mój przyjaciel z młodości doskonale udawał Papieża Jana Pawła II. Słowa, gesty, postawę. Robił to niemal tak dobrze, jak Maciej Stuhr udaje Gustawa Holoubka. Mój przyjaciel został księdzem. Dosyć wybitnym i mądrym. Kiedy w pierwszej połowie 2016 roku zapytałem go, czy nie zna księdza, który by mógł przyjść na demonstrację, może coś powiedzieć, odpowiedział — Miejsce, gdzie ksiądz ma mówić to ambona. Kościół nie może się mieszać do polityki. Ja mówię to, co ważne, z ambony. Posłuchałem. Mówił. Mądrze. Nie o polityce. Ale bardzo na temat.

W 1997 roku cała Polska huczała po dosyć w sumie niewinnym żarcie Marka Siwca i Aleksandra Kwaśniewskiego. czytaj więcej…