Co się stało z naszą klasą…

Już słyszę, że znowu zajmuję się sobą. Że piszę o sobie, że ciągle tylko ja i ja… No cóż, nie całkiem o to mi chodzi. Kto tylko tyle zauważy, lepiej żeby nie tracił czasu na czytanie. Nie do niego jest ten tekst adresowany.

W 1989 roku byłem dumny, kiedy czytałem kilka chyba zerowych numerów Gazety Wyborczej – mój Wuj był w zespole od początku i dzięki niemu należałem do uprzywilejowanego grona.

W 1991 roku podjąłem pracę w Mojej Gazecie. Poczytywałem to sobie za zaszczyt. To było moje pierwsze poważne doświadczenie zawodowe i uformowało mnie oraz pomogło zdobyć kwalifikacje zawodowe. czytaj więcej…