Wielki Brat – Facebook, czyli moje najdłuższe 3 dni w życiu?

Do „wejścia na Facebooka” skłoniły mnie moje dzieci dziesięć lat temu. One używały tego portalu do komunikowania się ze znajomymi i chciały ułatwić sobie kontakt ze mną. Z początku nie było mi łatwo, mimo że „żyję z komputerem od pierwszej połowy lat 80-tych”. Ale załapałem. Zobaczyłem, że to wspaniałe narzędzie do społecznej komunikacji i organizowania się ludzi do wspólnych przedsięwzięć.

Za pośrednictwem Facebooka zorganizowałem lub uczestniczyłem w licznych przedsięwzięciach. Przedsięwzięciach, które miały istotne znaczenie i mogły być wyrazem powszechnych oczekiwań czy poglądów. Na przełomie 2015 i 2016 roku, kiedy założyłem grupę Komitet Obrony Demokracji zaangażowanie społeczne przerosło moje wyobrażenia. Ruch społeczny, który wtedy powstał, miał niewątpliwie istotne znaczenie dla przemian społecznych i zmiany świadomości obywateli w Polsce. Musiałem swoje prywatne konto zmienić w stronę (tzw. Fanpage) i założyć nowy profil prywatny.

Nie będę Państwa zanudzał szczegółami mojej historii z Facebookiem. Ale w końcu listopada 2020 znowu zdarzyło się coś, co zmieniło moje postrzeganie tego portalu społecznościowego.

Ktoś przesłał mi niezwykle ciekawą piosenkę zaangażowaną w bieżące sprawy, a dokładnie w protesty w obronie praw kobiet. Wiedziałem, że udostępnienie z portalu YouTube na Facebooku nie daje „dużych zasięgów”. A było dla mnie oczywiste, że jest to utwór stworzony, żeby wesprzeć sprawę. W trosce o jak największy zasięg pobrałem ten utwór z YT i zamieściłem na FB podając wszelkie informacje o autorach i wykonawcach. Z mojej najlepszej wiedzy o prawach autorskich wynika, że nie naruszyłem praw autorów czy wykonawców. Ani praw osobistych ani praw majątkowych. Nie podawałem się za autora. Nie przypisywałem sobie wykonawstwa. Nie osiągałem z tego tytułu żadnych korzyści.

24 listopada 2020 o godzinie 22:10 dostałem informację, że osoba trzecia zgłosiła moją publikację jako naruszającą jej prawa autorskie. Przy okazji Facebook poinformował mnie, że nie analizuje aspektów prawnych a jedynie reaguje na zgłoszenia i że po prostu usunął mój materiał. No cóż… w sumie Facebook nie jest sądem, więc dlaczego miałby analizować aspekty prawne? Trzeba się porozumieć ze zgłaszającym. Udało mi się odnaleźć osobę zgłaszającą i napisałem do niej.

I tu spotkało mnie pierwsze zaskoczenie. Nie potrafiła odpowiedzieć na pytanie, jakie są jej straty w wyniku mojego udostępnienia jej utworu. Ale uważała, że „ukradłem jej utwór”. To, że każdy, kto go u mnie oglądał i słuchał, nie mógł mieć cienia wątpliwości, że to nie ja jestem autorem i wykonawcą, ale osoba, którą ogląda i słucha, i która jest pod postem podpisana – to nie miało dla niej znaczenia. Zresztą niespecjalnie chętnie się komunikowała, odpowiadając raczej krótkimi komunikatami na moje kilkuzdaniowe wypowiedzi. Szybko zrozumiałem, że tutaj nie znajdę zrozumienia. I pozostała jedna wątpliwość… czyżby ta osoba tworząc swój utwór była zainteresowana ne sprawą, w której się utwór wypowiadał, ale jakimiś zyskami z popularyzacji utworu? Tak, jakby Marta Lempart sprzedawała bilety na demonstracje Strajku Kobiet? Nieważne.

Kiedy spróbowałem się tuż przed północą 24.11.2020 zalogować do Facebooka zostałem poinformowany, że naruszyłem prawa autorskie publikując ten materiał (tu podano screen z tego posta, w którym zamieszczone były informacje o autorce), że w związku z tym nie będę mógł publikować na Facebooku przez trzy dni. I żebym przejrzał swoje konto i usunął wszelkie materiały naruszające prawa autorskie, bo mój profil będzie sprawdzany i ich znalezienie mogłoby pogorszyć moją sytuację…

Trzy dni… no cóż. Można wytrzymać trzy dni bez Facebooka. Pomyślałem, że jakoś dożyję. Okazuje się jednak, że dzisiaj, 30.12.2020, czyli 36 dni później, Facebook nadal mnie informuje, że nie będę mógł publikować przez 3 dni. I nadal nie mogę się zalogować do Facebooka chociażby po to, żeby sprawdzić, co do mnie napisali na Messengerze moi znajomi i zapewnić ich, że żyję. W dobie pandemii to może mieć znaczenie. W kolejnym ekranie FB informuje mnie, że to zapewne jest błąd. I mogę uzyskać pomoc… znaczy poczytać system pomocy Facebooka, bo pomocy żadnej nie znajdę.

Mógłbym uzyskać pomoc, gdybym się zalogował… tylko że ja właśnie nie mogę się zalogować. Nie mogę nawet wysłać zgłoszenia w formularzu dla zablokowanych kont. No bo chyba formalnie ja nie jestem zablokowany. Próbowałem się odezwać do osób, które z tej firmy w Polsce znam albo mam kontakt na innych mediach społecznościowych. Pracownik Facebooka, który w końcu 2015 chętnie się ze mną spotykał i pomagał, zorganizował 13.04.2016 sesję Q&A we współpracy z dziennikiem Rzeczpospolita, aby promować nowy mechanizm portalu, od dłuższego czasu nie odpowiada na moje wiadomości e-mail czy sms.

Na portalu LinkedIn miałem wśród znajomych jednego z pracowników Facebooka, Polaka. Napisałem do niego. Poprosił o przesłanie dokumentacji i skierował ją, jak twierdzi, do odpowiedniego zespołu. 4 grudnia 2020 to potwierdzał. Ale nic się nie wydarzyło. Napisałem do szefowej Facebooka na Polskę, którą zaprosiłem na LinkedIn do znajomych. Ale nie odpisała. Nie odebrała, albo nie była zainteresowana mimo że do znajomych mnie przyjęła.

Czuję się trochę jak Józef K. z Procesu Franza Kafki. Rozumiem, że ktoś chciał mnie ukarać Rozumiem, że mógł mieć inne wyobrażenie o mojej winie i inaczej ją ocenić, niż ja. Ale ja, jak wynika z załączonych obrazów, zostałem wprowadzony w błąd. I nadal w ten błąd jestem wprowadzany. Prowadzę kilka stron na FB. Mam swoje aktywności od lat i staram się je podtrzymywać. Ale… zetknąłem się ze ścianą. Okazuje się, że system tego portalu społecznościowego oprócz tego, że stosuje autorytarne zasady, i nie przewiduje możliwości odwołania, czyli podstawy jakiejkolwiek praworządności, może również się mylić.

Tak, wiem, w systemie sprawiedliwości również zdarzają się pomyłki. Znamy wszyscy sprawę Tomka Komedy, znaną ostatnio z filmu 25 lat niewinności. W żadnym wypadku nie mógłbym się porównywać z prawdziwą historią tego człowieka. Ale… czy naprawdę Facebook nie może nic zrobić? Czy naprawdę nie ma żadnej metody rozwiązywania błędów systemu? Czy naprawdę wszystko polega tylko na życzliwości pracowników firmy? Kiedy na przełomie 2015/2016 można było skorzystać z mojej aktywności, byłem cennym kontaktem. Kiedy w końcu 2020 nie mogę pomóc, nie mogę również liczyć na żadne wsparcie?

A może czas, żeby uznać, że prawa człowieka muszą być respektowane nie tylko przez państwa, ale także przez koncerny? Zwłaszcza przez te koncerny, które mają znacznie więcej „użytkowników”, niż większość państw na świecie? A może prawa człowieka w koncernie Facebook nie obowiązują? Pamiętacie wyciek danych z którego musiał się tłumaczyć Mark Zuckerberg? To nasze dane wyciekły. Każdy może się pomylić. Ale czy tak duża firma jak Facebook może sobie pozwolić na niewyciąganie nauki z błędów?

Nie przestanę istnieć, jeżeli nie odzyskam dostępu do mojego prywatnego konta na Facebooku. Nie przestanę istnieć, jeżeli w ogóle przestanę korzystać z tego portalu. Czy portal przestanie istnieć? Pewnie nie… ale jeżeli w ten sposób będzie traktować swoich użytkowników, może zakończyć swoją erę wzrostu. Pamiętacie losy Naszej Klasy? Tak, wiem, to inna skala. Ale porażka jest zawsze drugą stroną sukcesu. Wierzcie mi, że wiem, co mówię…

Rating: 4.9/5. From 15 votes.
Please wait...

Komentarze z Facebooka