Z kim i o co walczę?

Czasem warto sobie przypomnieć, bo w ferworze walki łatwo zapomnieć. Można skoncentrować się na bieżących przeszkodach i stracić z oczu cel.

Po pierwsze – nie walczę z ludźmi. Nawet z tymi, którzy dzisiaj służą systemowi. Każdy człowiek, jako człowiek, ma swoje prawa. Tylko szacunek dla tych praw pozwala nam domagać się jego odpowiedzialności za popełnione wykroczenia czy przestępstwa. Nie walczę z ludźmi, walczę z systemem.

Nie walczę z policjantami, chociaż walczę z bezprawnymi działaniami policji. Nie walczę z wyborcami, którzy umożliwili narodziny dyktatury, chociaż walczę z dyktaturą. Bardziej zależy mi na obaleniu tej dyktatury, niż na pognębieniu jej funkcjonariuszy, chociaż liczę, że jej przywódcy poniosą odpowiedzialność nie tyko polityczną, ale i karną.

Nie walczę z tymi, którzy dali się kupić, przekonać czy zastraszyć. Oni oczywiście pomagają niszczyć nasz kraj, ale nie mają siły sprawczej. Są słabi i ulegli. Jeżeli zniknie nacisk, który ich uzależnia, oni przestaną działać. Pokonanie jednego „ślepo wspierającego” nic nie zmieni, bo na jego miejsce pojawi się kolejny.

Opisałem względy ideowe i strategiczne. Ale są też względy taktyczne. Po pierwsze – jeżeli uznajemy wartości takie,jak demokracja czy praworządność, musimy liczyć się z tym, że tylko w drodze demokratycznych procedur możemy przywrócić w Polsce Państwo prawa. A zatem musimy zdobyć większe poparcie, niż mają przeciwnicy demokracji. Musimy przekonać tych, którzy dzisiaj ich popierają, przynajmniej jakąś ich część. Nie da się przekonać, zwalczając…

I po drugie – kiedy dyktator zażąda od swoich stronników, żeby zaczęli nas traktować gorzej, bardziej agresywnie, stosowali restrykcje czy szykany, chciałbym, żeby było im trudno to zrobić. Jeżeli dzisiaj będę życzliwie traktował policjantów, mogę liczyć, że zawahają się, kiedy każą im mnie bić. Jeżeli będę ich atakował, obrażał i poniżał, mogę być pewny, że kiedy dostaną rozkaz, dołożą do niego własne zaangażowanie i z satysfakcją zemszczą się za to, na co wcześniej nie wolno im było reagować.

Pewnie jestem idealistą. Na pewno bywam naiwny i pewnie często z tego powodu przegrywam, przynajmniej w wymiarze korzyści, pozycji, uznania otoczenia. Ale… ja zawsze wierzę, że warto być przyzwoitym, bo nawet, kiedy to się nie opłaca, to jednak warto.

Rating: 4.4/5. From 9 votes.
Please wait...

Komentarze z Facebooka