Zajmowanie się cudzą przyzwoitością jest nieprzyzwoite

Przyzwoitość to pilnowanie siebie. Oczywiście, kiedy ktoś obok łamie prawo, walczymy. Kiedy ktoś atakuje bezbronnych bronimy. Kiedy ktoś kłamie, oszukuje, naciąga – reagujemy. Ale… walcząc o to, co najważniejsze, nie musimy oceniać ludzi. Odpowiadamy na ich działania i wypowiedzi. To dobrze działa, dopóki nie uznamy, że posiedliśmy owoc z Drzewa wiadomości dobrego i złego. Wtedy nagle gubimy się i zaczynamy sobie szkodzić.

Jan Sztaudynger napisał fraszkę pod tytułem Rada.

Nie narzucaj światu
swojego formatu.

Od pewnego czasu wśród ludzi działających jeszcze „na ulicy” słyszę coraz więcej porad, ocen i zaleceń wygłaszanych przez samozwańcze, społecznie działające „autorytety”. Trzeba robić to, a nie tamto. Powinniście teraz być tutaj a nie tam. Róbcie to, co wam mówię, bo to jest najlepsze i jedynie słuszne. Zachowujcie się tak, jak ja, a nie tak, jak wy. Co wy robicie? Dlaczego nie ma was tam, gdzie powinniście być? Dokąd prowadzicie tych ludzi? Dlaczego jest was tak mało? Powinno was być więcej!

Rozczulają mnie też apele pisane na Facebooku, że każdy przyzwoity człowiek powinien teraz być tu i tu. Ale… jakoś tych piszących tam nie ma, tylko piszą, co inni powinni zrobić. I jeszcze jedno wezwanie mnie dzisiaj rozczuliło. Ktoś apelował, żeby wszystkie organizacje antyrządowe się połączyły w jedną, bo tylko wtedy mogą coś osiągnąć.

Już dawno się przyzwyczailiśmy, że więcej jest wśród nas generałów, niż szeregowców. Ale dzisiaj większość tych generałów ma pretensje. Do wszystkich. Do szeregowców, że jest ich tak mało, do innych generałów, że są generałami a nie szeregowcami. I jeszcze do innych generałów, że mają inne pomysły i wydają inne rozkazy.

Napisałem kiedyś o syndromie krótkich nóżek. Nie będę się więc powtarzał. Ale dzisiaj chciałbym spojrzeć na sprawę z innej perspektywy.

Jeżeli masz doskonały pomysł, to przekonaj do niego innych, a nie narzucaj. Zachęć a nie wymagaj. Zainteresuj a nie szantażuj. Jeżeli ci się nie udało… to pomyśl, co zrobiłeś nie tak. Co TY zrobiłeś nie tak, bo przecież masz wpływ tylko na to, co sam robisz. A potem pomyśl, co TY możesz zrobić lepiej.

W świecie wartości, o które walczymy – demokracji, wolności, różnorodności, równości – nie ma miejsca na jedynie słuszną drogę i jedynie słuszne rozwiązania, a poparcie innych dla naszych działań musi być dobrowolne.

Wielość pomysłów, różnorodność działań, szeroka gama środków wyrazu, różna wrażliwość emocjonalna i obfitość formacji intelektualnych są siłą, którą trzeba doceniać i wspierać, a nie zwalczać. Chyba, że twoją maksymą życiową jest TYLKO JA MAM RACJĘ, MOJA PRAWDA JEST NAJMOJSZA albo NAUCZMY SIĘ WRESZCIE RÓWNO MASZEROWAĆ W ZWARTYM SZYKU NA ROZKAZ WODZA!

A, właśnie, o wodzach jeszcze kilka słów. Ciągle słyszę wołanie o przywódcę. I tak już mi się echem po głowie odbija – „przywódcę, przy wódcę, przy wódce, przy wódce…”. LUDZIE!!! O co wam chodzi? Nie wiecie, co macie robić, i potrzebujecie, żeby ktoś wam powiedział? Boicie się robić i chcielibyście, żeby ktoś wziął odpowiedzialność za was? A może po prostu szukacie kogoś, kto za was wszystko załatwi? Mam złą wiadomość. To tak nie zadziała, bo nigdy nie zadziałało. Przywódca, lider, nawet wódz pojawia się wtedy, kiedy ludzie zaczynają działać. W sposób naturalny wyłania się w działaniu. Nikt go nie może mianować i nikt nie wie, kto nim zostanie, dopóki to się nie stanie.

Chcecie mieć przywódcę? Dobrze. Zacznijcie działać, zbierzcie się w grupie działających i wybierzcie spośród siebie tego, kto będzie was reprezentował. Wtedy, kiedy to będzie potrzebne. A może wcale nie będzie potrzebne? A może wystarczy się zebrać masowo i silną presją załatwić sprawę?

Proponuję jednak między bajki włożyć pomysły, że są wśród nas jacyś „wodzowie”, którzy mają tę moc zwoływania ludzi i tylko nie wiedzą, do czego mają ich zwołać. Społeczne samozwańcze autorytety doradzą im więc, co należy robić i jak, a oni wcisną guzik (wedle decyzji tych autorytetów) – 10.000, 100.000, 1.000.000 albo 10.000.000 – i na ulicy pojawi się zamówiona liczba obywateli żeby realizować pomysły tychże autorytetów. Każdy nosi buławę w plecaku. Każdy może stanąć na czele, kiedy przyjdzie potrzeba. Ale… najpierw musi przyjść potrzeba i musi się pojawić to czoło.

Tutaj szczególnie ostro ukazuje się nam totalna niespójność oczekiwań samozwańczych autorytetów. Mają wspaniałe pomysły i tylko potrzebują kogoś, kto by je zrealizował, bo sami… w zasadzie nie umieją nikogo przekonać do współpracy. Szukacie przywódcy, czy wykonawcy rozkazów? Szukacie kogoś, kto myśli, czy kogoś, kto ślepo wykonuje rozkazy? Ale… zaraz, zaraz. Przecież mamy już dzisiaj pierwszego obywatela. I on doskonale i bezkrytycznie wykonuje rozkazy. Tego szukacie? To przyłączcie się do tej formacji. Tam już jest to wszystko, co chcecie stworzyć. Że nie jesteście na szczycie hierarchii? No cóż, za to jest gotowa struktura. Przy dużym zaangażowaniu i umiejętności rozpychania się łokciami na pewno umiecie się wspiąć na szczyt. Przecież wierzycie w panujące tam zasady, a to jest podstawowa i wystarczająca okoliczność, żeby awansować. Popatrzcie, kto tam jest na szczycie. Nie pokonacie ich intelektem i sprawnością organizacyjną?

Życzę powodzenia. W sprawie walki o wartości, które jednak dla niektórych są ważne, wrócę do starego i dla niektórych już nudnego zalecenia Jacka Kuronia. Nie palcie komitetów, zakładajcie własne. Nie podoba ci się, co robią inni? Zrób swoje i przekonaj wszystkich, że jest lepsze! Na pewno nie będą ciebie unikać tylko dlatego, że to jesteś ty.

Jeżeli masz dobry pomysł i umiesz do niego przekonać ludzi, jesteś naturalnym liderem i ludzie za tobą pójdą. Uwierz w siebie! Do przodu! Avanti! Alleluja i do przodu, jak mawia pewien naturalny (choć może wspierany potajemnie przez różne siły) autorytet, który nie potrzebuje nikogo zmuszać do poparcia. Ludzie sami za nim idą, bo umie przekonywać. A Ty umiesz?

Rating: 4.8/5. From 17 votes.
Please wait...

Komentarze z Facebooka