Inaczej się uduszę

W ostatnich dniach doświadczyłem dziwnych zachowań kilku moich znajomych. Bardziej i mniej publicznych zachowań. Łączy te zachowania jedno – nie mieszczą się w moich normach, ponieważ wyrażają brak szacunku dla innych ludzi, służą wyrażeniu swojej pogardy, a to wszystko w duchu – nie mogę powstrzymywać przecież swoich emocji. Tak zresztą niektóre z tych zachowań były tłumaczone przez ich „wykonawców”. Nie. Nie ma mojej zgody.

Akceptacja dla wyrażania emocji sprzecznych z powszechnie przyjętymi normami społecznymi to akceptacja dla przemocy w przestrzeni publicznej, to akceptacja dla przemocy domowej, to akceptacja dla agresji i nienawiści. Ja tych zachowań nie mogę autoryzować, nie mogę akceptować, nie mogę propagować. Nie. Bo ich wyrażanie czy akceptowanie oznaczałoby, że dopuszczam wokół siebie to, z czym walczę nieco dalej od siebie.

Walczę z pogardą dla ludzi u rządzących, ale u „swoich” miałbym ją akceptować? Walczę z przemocą ze strony organów państwa, ale ze strony „obywateli” miałbym ja popierać? Zwalczam nienawiść ze strony moich przeciwników politycznych, ale miałbym wspierać nienawiść ze strony ludzi, którzy „stoją obok mnie”?

„Modlitwa o wschodzie słońca” Natana Tennenbauma chociaż jest skierowana do nie całkiem określonego „Pana”, dobrze oddaje mój stosunek do ludzi. Chroń mnie Panie od pogardy, strzeż mnie od nienawiści. Nie wierzę, żeby można było coś wartościowego osiągnąć opierając się na nienawiści, na pogardzie, na złości i wrogości. Jestem głęboko przekonany, że to niemożliwe.

Nie jest mi po drodze z tymi, którzy sieją nienawiść. Czy to jest Jarosław Kaczyński, czy to jest Joachim Brudziński, czy to jest którykolwiek z tysięcy ich oponentów. Nigdy nie zgodzę się z wyzwiskami i obelgami wobec policjantów, wobec potencjalnych współpracowników, wobec zwolenników innej opcji politycznej, wobec bliskich, z którymi jesteśmy w sporze, wobec kogokolwiek.

Osoba, która używa języka wulgarnego, języka pogardy i nienawiści wobec kogokolwiek, wystawia świadectwo sobie. O tym, kogo próbuje obrazić, nic nie zaświadcza. Kompromituje siebie, a także wszystko, co oficjalnie popiera i głosi. Chociażby próbowała podpisywać się pod tymi samymi działaniami, które ja popieram, nie stoimy w jednym szeregu.

W świecie wartości, o które walczę od wielu lat, nie mieszczą się pogarda, agresja, nienawiść, złość czy wulgarność. Nie w przestrzeni publicznej. Co kto robi w przestrzeni prywatnej, to jego sprawa. Ale publicznie – na ulicy, na manifestacji, w internecie i w mediach społecznościowych (w tym na Facebooku i Twitterze) – publicznie nie ma miejsca dla takich emocji. Jerzy Stuhr w filmie Wodzirej śpiewał – Czasami człowiek musi, inaczej się udusi. Jego rola była w sposób oczywisty prześmiewcza, komiczna, sarkastyczna. Ja powiem krótko – często lepiej się udusić, niż wyrzucić z siebie publicznie coś, co jest niegodne, podłe czy kompromitujące.

Emocje? Tak. Trzeba je przeżywać. Ale ich wyrażanie trzeba kontrolować. Na tym polega człowieczeństwo. Do ich kontrolowania bardzo się przydają uczucia i wartości. To, co ponadczasowe, co najważniejsze, co nas przepełnia poczuciem dobra, przyzwoitości i szacunku. Szacunku dla siebie i dla otoczenia. Szacunku dla każdego człowieka – niezależnie od różnic poglądów czy światopoglądów. Antoni Słonimski pisał „ten jest z ojczyzny mojej. Jest człowiekiem„.

Bądźmy ludźmi!

Rating: 3.7/5. From 7 votes.
Please wait...

Komentarze z Facebooka